• Wpisów:32
  • Średnio co: 75 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 14:13
  • Licznik odwiedzin:22 247 / 2481 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przypomnienie:
Wysiedliśmy z Brunem przed plażą, zapłaciliśmy taksówkarzowi i poszliliśmy w strone plaży. Zdjeliśmy naszę buty i szliśmy po ciepłym piasku. Nagle Bruno się zatrzymał.
- O matko Bruno, to jest piękne, nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego
- Wiedziałem, że ci się spodoba <odrzekł>
- Dziękuje, że mnie tu zabrałeś
Przytuliłam się do przyjaciela i chwilę tak staliśmy w swoich objęciach, patrząc na przepiękny wschód słońca. Tak to ja mogę zaczynać każdy dzień - pomyślałam.

***

Obudził mnie lekki ból głowy, przekręciłam się na drugi bok i próbowałam spać dalej. Jednak ból nie dawał za wygraną. Zrezygnowana wstałam i poszłam pod prysznic. Po doprowadzeniu się do porządku, zeszłam na dól w celu zrobienia sobie kawy, miałam nadzięje że ta kawa uśmierzy jakoś mój ból. Z kawą w ręku poszłam do ogródka i usiadłam na jednym z krzeseł ustawionych przy okrągłym stole. Pijąc gorący napój zupełnie się zamyśliłam. Po chwili na swoim ramieniu poczułam czujeś dłonie, ze strachu aż podskoczyłam, a mój potwór zaczął się śmiać.
- haha przepraszam nie chciałem cię wystraszyć - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Bruno
- przez ciebie to ja kiedyś na zawał padne
- ale ja do tego nie dopuszcze, jak tam główka cie boli prawda?
- a ty co, w myślach czytasz?
- uwierz mi, chciałbym - powiedział spoglądając mi w oczy, ja szybko odwróciłam wzrok bo wiedziałam, że zaraz mogę utonąc w jego pięknych czekoladowych oczach i jeszcze zrobie coś głupiego.
- szkoda, że już jutro wyjeżdżamy - powiedział po chwili - może skorzystamy z tak pięknej pogody i wybierzemy się na plaże? co ty na to?
- z wielką chęcią, tylko skoczę się przebrać - odrzekłam
- Okej, czekam na ciebie przy samochodzie - krzyknął jeszcze za mną gdy wchodziłam do domu
I tak po 30min dotarliśmy na plażę. Na rozgrzanym piasku rozłożyliśmy nasze ręczniki obok siebie. Ściagając swoja sukienkę kątem oka zauważyłam jak Bruno lustruje mnie wzrokiem.
- No przestań już - powiedziałam śmiejąc się z jego zachowania
- ale co mam przestać? - odrzekł z wielkim cwanym uśmieszkiem na twarzy
- gapić się na mnie
- no przecież ja tylko twoje bikini podziwiam Wiki
- jasne, jasne - wzięłam do ręki ręcznik i strzeliłam go nim w ramię
- o nie moja panno, tak to my się bawić nie będziemy, zapłacisz mi za to - powiedział i przewiesił mnie przez swoje ramię, prowadząc w stronę wody
- Bruno, haha nie prosze, haha..Bruu..przepraszam..ejj nie łaskocz mnie haha - mówiłam przez śmiech, wierzgając przy tym nogami i próbując się uwolnić ale bezskutecznie.
Bruno wrzucił mnie do wody, potem zaczeliśmy się wygłupiać. Gdy Bruno stał do mnie tyłem chciałam skorzystać z okazji i porządnie go ochlapać za to, że wrzucił mnie do wody. Przyblizyłam się więc do niego. Po chwili tak jak się spodziewałam Bruno odwrócił się, ja zamachnęłam się tak mocno jak tylko umiałam i ochlapałam go. Jego wyraz twarzy bezcenny. Potem tylko już nawzajem się chlapaliśmy, jak małe dzieci. W pewnej chwili Bruno złapał mnie za ręce i przybliżył do siebie jeszcze bardziej, tak że nasze ciała się stykały. Gdy spojrzałam w jego oczy przestałam sie śmiać, utonęłam w tych pięknych czekoladowych oczętach. On delikatnie się uśmiechął przybliżył swoją twarz do mojej tak że poczułam jego odech i złączył nasze usta w delikatnym pełnym czułości pocałunku.

..........................................................................................................................................

Tak, tak wiem króciutki ale coś ostatnio mnie wena opuszcza. Chyba na jakiś czas muszę sobie odpuścić odcinki bo brak mi pomysłu...gdy coś wpadnie mi do głowy od razu napiszę Buziaki i dziękuje tym co czytają me wypociny
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Wow wspaniały a co do weny mnie też opuściła :/ Ale dasz jakoś radę wrócić :D
  • awatar Gość: super odcinek! :) dlaczego akurat teraz nie masz weny? :( Mam nadzieje, ze szybko ona do ciebie wroci :D a ja poczekam na nastepna czesc :D
  • awatar Team Nick: Zapraszam na mojego bloga. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przypomnienie:
Po chwili uwolniliśmy się od siebie i zeszliśmy na dół, gdzie czuć było zapach świeżej kawy i jajecznicy na bekonie, aż zaburczało mi w brzuchu. Sama nie wiedziałam, że jestem taka głodna, dopóki nie wzięłam do ust posiłku. Bruno siedział na przeciwko mnie i nie odezwał się ani słowem (co było do niego niepodobne), tylko uśmiechał się co chwile, i mi się przypatrywał.

***
*Dzień ślubu Caroline i Jamesa*

"Wszystkiego najlepszego na wspólnej drodze życia dla Caroline i Jamesa. Niech Wasza miłość trwa wiecznie"
Siedziałam przy długim stole okrytym przez białą tkaninę, z resztą gości w ciepły, słoneczny dzień i wpatrywałam się w wielki napis.
Wesele, które odbyło się na zewnątrz w wielkim ogrodzie, rozkręciło już się na dobre, ludzie tańczyli, rozmawiali, jedli i długo by tak wyliczać co jeszcze robili.
Po chwili obok mnie zjawił się Bruno z pełnym talerzem jedzenia (znowu).
- i jak się bawisz? <spytał>
- całkiem nieźle, cieszę się że mnie zabrałeś <odrzekłam> - a ty znowu jesz? <pokazałam mu żartobliwie język>
- oj tam, przecież Bruna nigdy za wiele <wyszczerzył się>
Po jakiś 20min śmiania, rozmawiania, jedzenia z innymi gości, Bruno odwrócił się do mnie i spytał podając mi swoją dłoń:
- to co może zatańczymy, proszę panią?
- a wiesz co, z wielką chęcią z panem zatańczę <podałam mu swoją dłoń>
Wolnym krokiem dotarliśmy na parkiet, stanęliśmy koło innych tańczących gości. Bruno złapał mnie w talii, a ja mimowolnie się jemu podałam. Po jakiś 2min po prostu wtuliliśmy się w siebie i nie wydobywając z siebie ani słowa tańczyliśmy w wolny takt melodii granej przez zespół.
Po naszym wspólnym tańcu, potańczyliśmy jeszcze w trochę szybsze rytmy z innymi.
Ja po piątym z kolei tańcu, zmęczona usiadłam na pustej ławce, dołączyła do mnie panna młoda wręczając mi jeden z dwóch trzymanych przez nią kieliszków szampana.
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy, czułam się jakbym znała ją od paru lat, a nie od zaledwie tygodnia. Z Caroline miałyśmy bardzo dobry widok na parkiet, więc także obgadałyśmy chłopaków w tym naszego przyjaciela Bruna, który właśnie tańczył z babcią Caroline i Jamesa, który tańczył z jej mamą. Miałyśmy przy tym spory ubaw, bo widziałyśmy że chłopaki chętnie wymknęli by się z tej sytuacji w jakiej się znaleźli. Postanowiłyśmy ich ratować.
- można? <zapytałam podchodząc do Jamesa>
- oczywiście, ja jestem już wykończona ten chłopak mnie wykończył <powiedziała radośnie mama Caroline>
Chwilę z Jamesem potańczyliśmy rozmawiając przy tym i śmiejąc się, strasznie łatwo się z nim gadało muszę przyznać. On i Caroline tak do siebie pasują, po prostu jak ich człowiek zobaczy razem to aż buzia sama się uśmiecha.
Potem z Jamesem zmęczeni tańcem, usiedliśmy przy stole zajadając się deserem i dalej kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Podczas pogawędki dowiedziałam się, że prababcia Jamesa była polką, co mnie miło zaskoczyło.
Gdy my sobie tak rozmawialiśmy, kątem oka zobaczyłam, że Bruno i Caroline dalej tańczą 'matko ile on ma siły, to już chyba jego 15 taniec' - pomyślałam i uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Podczas gdy goście zaczeli się rozchodzić, ja również zrobiłam się lekko zmęczona, Bruno chyba to zauważył bo zaproponował abyśmy już wracali.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i zamówiliśmy taksówkę.
- proszę na plażę, niedaleko ulicy Wood <powiedział do taksówkarza>
<spojrzałam na niego nieprzytomnie>- ale przecież mieliśmy jechać do domu, Bruno jest 5 rano a ty chcesz iść na plażę?
- tak <odpowiedział jakby tą czynność wykonywał codziennie>
- okej, jestem ciekawa co ci znowu strzeliło do tej główki <oparłam się o jego ramię>

*Bruno*
Pewnie Wiki pomyślała, że jestem jakimś wariatem ale jak sama to zobaczy...myślę, że będzie zachwycona.
Gdy tak jechaliśmy taksówką, Wiki oparła się o moje ramię a mi od razu na myśl nasunęły się słowa Caroline 'pasujecie do siebie, między wami jest chemia której nie można opisać, tylko nie umiecie do siebie dotrzeć. Ewidentnie widać, że ci na niej zależy'
Prawda, zależy...tylko czy ona czuje to samo? Nie potrafie jej o to zapytać, boję się ją stracić.

*Wiki*
Wysiedliśmy z Brunem przed plażą, zapłaciliśmy taksówkarzowi i poszliliśmy w strone plaży. Zdjeliśmy naszę buty i szliśmy po ciepłym piasku. Nagle Bruno się zatrzymał.
- O matko Bruno, to jest piękne, nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego
- Wiedziałem, że ci się spodoba <odrzekł>
- Dziękuje, że mnie tu zabrałeś
Przytuliłam się do przyjaciela i chwilę tak staliśmy w swoich objęciach, patrząc na przepiękny wschód słońca. Tak to ja mogę zaczynać każdy dzień - pomyślałam.

..................................................................................................................
Jest!!! Nareszcie ufff
Mam nadzieję, że się spodoba
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wiem zawaliłam ale to nie moja wina, musiałam uzycyc laptopa i tak wyszło..ale ja mysle ze do jutra wytrzymacie. Dobreej nocki a i jeszcze jedna rzecz dziekuje wszystkim tym ktorzy mnie 'obserwuja, 'komentuja' i 'lubia' wielkie dzieeeeeki
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Achh, echhh,...no kurde mać!
Ale jestem zła, straciłam odcinek. To jakiś żart.
10dni nic nie dodawałam, a gdy już go dla Was pisałam nagle przepadł w złą krainę
...ale cóż obiecuję.nie.stop ...przyrzekam dodać jeszcze dziś odcinek, tylko nie w tej chwili.
I wiecie co chyba zacznę je zapisywać gdzieś w Wordzie czy cuś.

I na pocieszenie piosenka 'again' w wykonaniu
Natashy (którą również uwielbiam)
  • awatar Gość: zgadzam sie z Slodziak-z-niego :)
  • awatar Słodziak-z-niego: no myśle, że Word to dobra myśl, bo często tak usiekają odcinki ;) ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Przypomnienie:
*Dzień wylotu*
Szczęśliwa pojechałam na lotnisko, cieszyłam się z tego, że wszystko poszło tak gładko i oczywiście, że niedługo ujrzę Bruna.
Cała podróż trwała dosyć długo ale na szczęście jakoś przetrwałam.
Wreszcie wylądowaliśmy i ujrzałam cudne Hawaje. One powinny nazywać się raczej rajem - pomyślałam.
Z racji tego, że chciałam zrobić Bruno niespodziankę, wsiadłam w taksówkę i pojechałam pod adres rodzinnego domu Bruna. Taksówkarz pomógł mi z walizkami zapakować się do samochodu i 20min potem stałam pod domem Bruna.

***

Otworzyła mi uśmiechnięta mama Bruna, którą okazję miałam już poznać, kochana kobieta.
Uściskała mnie na powitanie i zaprowadziła do kuchni, po chwili zaczęłyśmy rozmawiać popijając kawę.
- Bruno zaraz powinien przyjść, przecież nie będzie cały dzień na plaży siedział ale zrobisz mu miłą niespodziankę, już się nie mógł ciebie doczekać - powiedziała uśmiechnięta mama Bruna.
I tak się właśnie stało, gdy tak siedziałyśmy w salonie razem z mamą Bruna i jego siostrą Tahiti, po jakiś 20min zjawił się Bruno.
Wszedł do salonu zanosząc się przy tym głośnym śmiechem, lecz nie wszedł sam za nim stąpała drobna brunetka o ciemnej karnacji, również uśmiechnięta od ucha do ucha. Gdy mnie spostrzegli oboje stanęli jak wryci, szczerze powiedziawszy poczułam się trochę niezręcznie, jak bym im w czymś przeszkodziła...ale w końcu to ja zjawiłam się dosyć niespodziewanie.
- Patrz Peter kto do nas w końcu przyjechał - powiedziała Tahiti przerywając tą niezręczną ciszę.
Bruno potrząsnął głową podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Ale zrobiłaś mi niespodziankę, nie myślałem że dzisiaj przyjedziesz <powiedział>
- Wiem i przepraszam, powinnam była cię powiadomić Bruno.
Brunetka, która stała obok nas głośno odchrząknęła. Po chwili Bruno przedstawił nas sobie.
- To jest moja ukochana przyjaciółka Wiktoria, a to jest Caroline <wyjaśnił>
- aaa Wiktoria, taak Bruno opowiadał mi o tobie <powiedziała podając mi ręke>
- Opowiadał, a dobrze chociaż czy źle? <spytałam śmiejąc się>
- Ohhh nawet nie wiesz jak dobrze
- Yyyy dobra starczy choć Wiki pójdziemy cię rozpakować <wtrącił Bruno>

Gdy z Bruno skończyliśmy mnie rozpakowywać, posiedzieliśmy jeszcze chwile z Caroline (jak się okazało dawną koleżanką Bruna ze szkoły)...powiem szczerze, że dowiedziałam się paru interesujących rzeczy i jak się okazało to właśnie na ślub Carolinie i przyjaciela Bruna zostałam zaproszona.
Potem oboje z Brunem położyliśmy się wykończeni na moim tymczasowym łóżku i włączyliśmy jakiś film. Po jakiś 30min oglądania usnęłam.

Obudziłam się rano i poczułam ból ręki...zdrętwiała - stwierdziłam. No tak zasnęłam wtulona w Bruna, z jedną ręką pod jego głową, a z drugą na jego torsie...dziwie się, że go z łóżka nie zwaliłam. W ogóle jestem pełna podziwu, że Bruno w takiej pozycji smacznie sobie spał, uniosłam się lekko i próbowałam uwolnić się od Bruna. Ale nie udało mi się bo po chwili Bruno złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Tak, że w tym momencie leżałam na nim.
B: Dzieeeń dooobry <powiedział przeciągle uśmiechnięty Bruno>
W: Dobry <odrzekłam>
B: To co śniadanko? <zaproponował>
W: Jasne, jestem głodna jak wilk <powiedziałam próbując wstać ale Bruno mnie zatrzymał>
B: nie tak szybko moja panno, buzi w policzek i dostaniesz śniadanko
W: co? ale to jest szantaż
B: Wiesz jak to mówią, niema nic za darmo <pokazał rząd swoich śnieżnobiałych ząbków>
W: Osz ty wredoto!
B: No już ja czekam <wskazał na swój policzek>
Delikatnie musnęłam Bruna w policzek, niebezpiecznie blisko kącika jego ust.
Po chwili uwolniliśmy się od siebie i zeszliśmy na dół, gdzie czuć było zapach świeżej kawy i jajecznicy na bekonie, aż zaburczało mi w brzuchu. Sama nie wiedziałam, że jestem taka głodna, dopóki nie wzięłam do ust posiłku. Bruno siedział na przeciwko mnie i nie odezwał się ani słowem (co było do niego niepodobne), tylko uśmiechał się co chwile, i mi się przypatrywał.

..............................................................................................................
*Tak, tak wiem...króciutki ale musicie mi podarować, bo dzisiaj już nie mam siły naskrobać nic dłuższego ale w niedługim czasie postaram się to wam wynagrodzić* buziaki i dobrej nocy
  • awatar Gość: a co dalej? :0 Dodawaj szybko :D !
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Wspaniały odcinek !! Ciekawe co się stanie :D Chcę więcej ! :D
  • awatar Słodziak-z-niego: No ja myślę hihihi :P nie no spoko każdy ma swoje zajęcia :D ale tak się rozpędziłam czytając.... :P :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Heeej kobitki, ja tylko na chwilę....chciałam Wam życzyć *Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Kobiet*
Chciałybyście odcinek? Co prawda teraz lecę troszkę się pouczyć...ale może potem coś naskrobię? Zobaczymy...Buziaki
  • awatar Gość: i nawzajem! :*
  • awatar Słodziak-z-niego: Wzajemnie dużo słodkości :* :* :* odcinek oczywiście :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Przypomnienie:
Przebudziłam się ok.11 pożyczyłam od Oliwi ciuchy i od razu pojechałam do studia. Jednak przed wejściem do budynku czekał Bruno, paląc papierosa.
W: Heej <odrzekłam>
B: Hej <odpowiedział i zgasił papierosa>
W: a co ty tu robisz? Myślałam, że dzisiaj masz koncert w Nowym Yorku. Coś mi się pomyliło? <spytałam zdziwiona>
B: Nie, nie tylko...ehhh nie wiem jak zacząć <podrapał się po karku i spojrzał mi głęboko w oczy> chyba musimy porozmawiać.

***

W: Porozmawiać? <spytałam niepewnie, a on pokiwał twierdząco głową>...a o czym?
B: Może usiądziemy gdzieś?
Albo ja mam zwidy, albo Bruno się denerwuje- pomyślałam.
W: ymmm...wiesz tu niedaleko jest park
B: Świetnie chodźmy
Całą drogę do parku, która zajęła nam parę minut przemilczeliśmy, sama nie wiem dlaczego ale zrobiło się jakoś niezręcznie.
Gdy już wreszcie znaleźliśmy pustą ławkę, w milczeniu usiedliśmy. Kątem oka zauważyłam, że Bruno ciągle mi się przygląda, nie wytrzymałam tej ciszy i w końcu spytałam go o co chodzi.
W: Bruno to o czym chciałeś ze mną porozmawiać?
B: aaa tak, wybacz zamyśliłem się <uśmiechnął się blado>
W: więc, co się stało hmmm?
B: <wziął głęboki oddech> bo wiesz dużo ostatnio myślałem
W: a to nowość <pokazałam mu język>
B: Wikiii
W: <szturchnęłam go w ramię> dobra, dobra mów, przepraszam
B: Noo...a więc tak zerwałem dzisiaj z Jessicą, dopiero teraz uświadomiłem sobie, że to było zwykłe zauroczenie. Wiki ty nawet nie wiesz jaki ja byłem ślepy.
W: Uwierz wiem <powiedziałam cicho>
B: I muszę cię o coś zapytać...bo chodzi o to, że ja...
I w tej chwili zadzwonił telefon Bruna.
Powiedziałam mu żeby odebrał, lekko zirytowany tym, że ktoś nam przerwał, odebrał.
Podczas gdy Bruno rozmawiał przez telefon, ja rozmyślałam o tym, co przed chwilą powiedział mi Bruno...o zauroczeniu itd. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk sms. Bruno skończył właśnie rozmowę, gdy ja jak poparzona skoczyłam na równe nogi.
W: Bruno, strasznie ale to strasznie cię przepraszam ale to na prawdę pilna sprawa, potrzebują mnie w studio...możemy dokończyć później?
B: Tak jasne
W: Na prawdę, jeszcze raz cię przepraszam
B: Nie szkodzi, no leć już <uśmiechnął się blado>
Dałam mu całusa w policzek i szybko popędziłam do studia, gdzie wszyscy już na mnie czekali.
Wpadłam do studia jak oparzona i ujrzałam przed sobą Timbalanda...byłam w takim szoku, że nie mogłam wykrztusić z siebie słowa, aż wreszcie spięłam się i zapytałam o co chodzi. Wyjaśniono mi, że Timbaland chce wyprodukować moją nową piosenkę...gdy to usłyszałam normalnie chciało mi się skakać z radości.
Pogadałam chwilę z Timbalandem, bardzo pozytywny człowiek, myślę, że współpraca pójdzie tak gładko, jak rozmowa. Tylko jak się okazało, muszę jechać do Nowego Yorku nagrać piosenkę...ale cóż przecież będę współpracować z Timbalandem!
Hell yeahhh, ja to mam szczęście w tym moim marnym życiu - pomyślałam.
Kiedy wszystko było już ustalone, pożegnaliśmy się z Timbalandem i wzięliśmy się do pracy. Ze studia wyszłam pod wieczór, podekscytowana jak nigdy ciągle myśląc o tym co będzie w Nowym Yorku, lecz głowę zaprzątała mi jeszcze jedna myśl...co chciał powiedzieć mi Bruno.
Nie wytrzymałam i pojechałam do jego domu, miałam nadzieje, że go zastane ale jednak się pomyliłam nie było go.
- Czy ja na prawdę jestem taka głupia?- powiedziałam na głos i wyciągnęłam telefon z kieszeni.
Nie odpowiadał, więc nagrałam się na jego pocztę głosową.
W: Bruno, stoję u ciebie pod domem i myślałam, że może dokończymy tą rozmowę co zaczęliśmy w parku ale cię nie zastałam, oddzwoń jak będziesz mógł.

Zrezygnowana pojechałam do domu i zmęczona usnęłam, obudziłam się dopiero nad ranem. Jak zwykle zjadłam śniadanie i zadzwoniłam do Oliwi.
O: Heeej Wiki
W: No hej, hej...chciałam cię zapytać czy masz ochotę iść ze mną pobiegać po plaży hmmm co ty na to?
O: Nooo jasne chętnie, dawno razem nie biegałyśmy <powiedziała radośnie>...to spotkamy się tam gdzie zawsze?
W: Tak, do zobaczenia
O: No, paaa
Odłożyłam słuchawkę i poszłam przebrać się w dres do biegania, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam Bruna, który w ręku trzymał tulipana.
B: Dla ciebie <powiedział uśmiechnięty>
W: O dziękuje a z jakiej to okazji?
B: a tak bez okazji nie może być?...a ty wychodzisz pobiegać? to może ja wpadnę potem?
W: Nie no coś ty, wchodź mam jeszcze parę minut
Usiedliśmy na kanapie i spojrzeliśmy na siebie.
W: Bruno, o co chciałeś mnie wczoraj zapytać? <spytałam>
B: Chciałem cię zapytać czy pojechałabyś ze mną na ślub mojego przyjaciela z Hawaii, co ty na to?
Oczywiście jeżeli masz inne plany, to wiesz ja cię nie zmuszam...ale bardzo bym chciał
W: <przerwałam jego potok słów i wtrąciłam> Chętnie się z tobą wybiorę...a kiedy jest to wesele?
B: Za 2 tygodnie
W: 2 tygodnie? Myślę, że zdążę...bo wiesz nie zdążyłam ci jeszcze powiedzieć ale wyjeżdżam jutro do Nowego Yorku, nagrywać piosenkę z Timbalandem <powiedziałam podekscytowana>
B: Gratulacje <przytulił mnie> to przylecisz do mnie na Hawaje od razu? <powiedział uśmiechnięty>
W: Oczywiście
B: Okej, to ja już nie przeszkadzam i się zmywam, dzięki że się zgodziłaś
W: Nie ma problemu....a Brunoooo i proszę cię, następnym razem nie wyrywaj mi kwiatów z ogródka.
<na te słowa oboje zaczęliśmy się śmiać>
Pożegnałam przyjaciela, a sama poszłam w stronę plaży, usiadłam na piasku i czekałam na Oliwię. Po 5min przyjaciółka się zjawiła, pobiegałyśmy trochę, a potem nadzwyczajnie w świecie usiadłyśmy na piasku i gadałyśmy. Opowiedziałam jej o moim wyjeździe i o zaproszeniu Bruna, na co ona ze szczęścia mnie mocno przytuliła, aż myślałam, że stracę oddech.

*Tydzień później*
Ciągle jestem w Nowym Yorku, codziennie pracujemy nad moją piosenką. Nie ma na co narzekać, świetna atmosfera i ogóle ale jednak brakuje mi moich przyjaciół z LA, bez nich to nie to samo.
Któregoś dnia po pracy postanowiłam wybrać się na zakupy i wreszcie kupić jakąś sukienkę na ślub przyjaciela Bruna.
Sukienki szukałam przez ponad 2 godziny, aż wreszcie kupiłam prostą w kolorze nude z koronką na plecach, a do tego wysokie szpilki. Zmęczona pojechałam do hotelu, pogadałam chwilę na skype z Oliwią, a po skończonej rozmowę, od razu zapadłam w głęboki sen.

*Dzień wylotu*
Szczęśliwa pojechałam na lotnisko, cieszyłam się z tego, że wszystko poszło tak gładko i oczywiście, że niedługo ujrzę Bruna.
Cała podróż trwała dosyć długo ale na szczęście jakoś przetrwałam.
Wreszcie wylądowaliśmy i ujrzałam cudne Hawaje. One powinny nazywać się raczej rajem - pomyślałam.
Z racji tego, że chciałam zrobić Bruno niespodziankę, wsiadłam w taksówkę i pojechałam pod adres rodzinnego domu Bruna. Taksówkarz pomógł mi z walizkami zapakować się do samochodu i 20min potem stałam pod domem Bruna.

....................................................................................................
*Koniec Wiem, wiem trochę mi nie wyszedł ten odcinek ale postaram się przy następnym * Miłegooo weekendu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

:)

Heeej, mam do Was malutkie pytanko
Chcecie abym dodała dzisiaj krótszy odcinek i jutro... czy lepiej tylko jutro aleee taki bardziej długaśny hmmm?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przypomnienie:
W: ymmm gdzie ja mam spać?
B: U mnie
W: a ty?
B: u siebie
W: heee?
B: haha ale zrobiłaś minę, dobra nie chcesz ze mną spać to nie <powiedział z udawanym obrażeniem i odwrócił głowę>
W: Dobra
B: <odwrócił z powrotem głowę w moją stroną i powiedział zaskoczony> co? serio?
W: hahaha nie żartowałam! <pokazałam mu język> ja śpię z Pres w pokoju gościnnym
B: Ejjj, niema tak
Za nim się obejrzałam Bruno podniósł mnie, przerzucił sobie przez ramię i zaniósł mnie do swojej sypialni.

***

Weszliśmy do sypialni, Bruno położył mnie na swoim łóżku i przykrył kołdrą, wiedziałam już, że z nim nie wygram, więc wtuliłam się w miłą pościel i zamknęłam powieki. Zanim odpłynęłam poczułam tylko czyjąś dłoń gładzącą moje włosy.

Spojrzałam na zegarek zaraz po przebudzeniu ....8.00...zaraz, zaraz...gdzie ja jestem? - pomyślałam. Lekko podniosłam się z łóżka i spojrzałam na Bruno, który obok mnie smacznie sobie jeszcze spał. Powoli wstałam nie chcąc go budzić i zmierzałam w stronę łazienki, gdy po drodze wpadłam na Presley.
P: Nooo heeej < powiedziała z dziwnym uśmieszkiem>
W: No co?
P: Nic, nic <chytry uśmieszek> jak się spało?
W: Oj przestań się tak uśmiechać Presley!
P: Haha dobra, już dobra...idę do kuchni, przyjdziesz zaraz?
W: tak, tylko wezmę szybki prysznic
P: Okej
Weszłam pod prysznic i puściłam ciepłą wodę, która przyjemnie spływała po moim ciele. Było mi tak przyjemnie, że aż się wychodzić nie chciało ale w końcu trzeba. Ubrałam się i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie Pres i Bruno, który smażył naleśniki. Usiadłam przy stole obok Pres i powiedziałam do Bruna.
W: Wiesz Bruno ubrałbyś jakąś koszulkę czy coś, przeziębisz się <pokazałam mu język>
B: Wiesz takiej klaty nie można chować przed światem < wyszczerzył się> zresztą w nocy nie narzekałaś
W: Co? <powiedziałam zdziwiona>
B: No wiesz tak się do mnie przytuliłaś, że ledwo oddech złapałem <uśmiech ciągle nie schodził mu z twarzy>
W: Oj wiesz po pijaku robi się różne rzeczy....oj dawaj już te naleśniki, bo padnę ci tu z głodu
P: No właśnie braciszek czekamy <wtrąciła Presley, przeglądając jakąś gazetę >
We trójkę zjedliśmy pyszne naleśniki, które zrobił Bruno. Po śniadaniu z Pres zamówiłyśmy sobie taksówkę, pożegnałyśmy się z Bruno i pojechałyśmy do swoich domów.
Gdy tylko weszłam do mieszkania, przebrałam się i włączyłam komputer. Po chwili gdy robiłam sobie kawę usłyszałam, że ktoś dzwoni do mnie na skypa, szybko odebrałam.
Po chwili w kamerce zobaczyłam uśmiechniętą mamę i tatę.
Mama i tata: Cześć kochana córuś
W: Hej <powiedziałam uśmiechnięta> co tam u was?
M: no wiesz jak to u nas, po staremu
T: Saguaro za tobą tęskni <tata pokazał mi psa w kamerce>
W: ja za nim też i za wami, kiedy wpadniecie?
T: Wiesz córcia, najpierw muszę załatwić sobie urlop ale myślę, że może tak za 3miesiące się uda
W: Dopiero ?<powiedziałam smutna> tęsknie za wami
M: My za tobą też, a ty kiedy do nas przyjedziesz?
W: Nie wiem mamo, chciałabym jak najszybciej ale wiesz teraz jest to całe zamieszanie z teledyskiem i nagrywam nowe piosenki <pociągnęłam łyk kawy>
M: Wiesz co ostatnio tata zrobił? Jak jechaliśmy do babci, puścił twoją piosenkę na cały regulator i zaczął śpiewać
W: hahaha tata?
T: No co? Dobry kawałek
W: <spojrzałam na zegarek i pociągnęłam ostatni łyk kawy> Mamuś, tatuś ja muszę się zbierać do pracy, także będę kończyć. Kocham Was <pomachałam do kamerki> paaa
Mama i Tata: Paaa córuś, my ciebie też
Rozłączyłam się, umyłam kubek po kawie i pojechałam do studia.
Z pracy wyszłam dopiero wieczorem, zmęczona pojechałam do Oliwi.
W: Cześć <odrzekłam w progu i rzuciłam się na kanapę>
O: Hej <popatrzyła na mnie> lampka wina?
W: ymmm chętnie ale jestem samochodem <zrobiłam smutną minę>
O: to śpisz dzisiaj u mnie < powiedziała z entuzjazmem> nie przyjmuje odmowy
W: Okej, okej...ja już nawet nie wiem jak moje łóżko wygląda <pokazałam jej język> wczoraj u Bruna, dzisiaj u ciebie...ależ ja rozchwytywana <powiedziałam ze śmiechem>
O: U Bruna? <powiedziała zdziwiona>
W: Oj no po imprezie, ja i Pres spałyśmy u Bruna, bo nie byłyśmy w stanie wrócić do domu...i tak wyszło, że Bruno zaniósł mnie do siebie do sypialni i usnęłam...ot cała historia.
O: Mhmmm <uśmiechnęła się dokładnie tak samo jak rano Presley> to może ja naleje tego wina?
W: taaak, dobry pomysł <odrzekłam>
Z Oliwią przegadałyśmy całą noc i wypiłyśmy calutką butelkę wina. Przebudziłam się ok.11 pożyczyłam od Oliwi ciuchy i od razu pojechałam do studia. Jednak przed wejściem do budynku czekał Bruno, paląc papierosa.
W: Heej <odrzekłam>
B: Hej <odpowiedział i zgasił papierosa>
W: a co ty tu robisz? Myślałam, że dzisiaj masz koncert w Nowym Yorku. Coś mi się pomyliło? <spytałam zdziwiona>
B: Nie, nie tylko...ehhh nie wiem jak zacząć <podrapał się po karku i spojrzał mi głęboko w oczy> chyba musimy porozmawiać.

....................................................................................................
*Po pierwsze przepraszam Was, że taki nudny Mam nadzieję, że następny wyjdzie lepiej. Buziaki * P.s Bardzo dziękuje tym którzy czytają te moje wypociny
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przypomnienie:
Gdy pożegnałam się z Sebastianem, wróciłam do studio i zauważyłam że Jessica gdzieś zniknęła. Gdy weszłam od razu dopadł mnie Bruno.
B: Ten typek...yyy <podrapał się po karku> kto to był?
W: yyyy kolega <szturchnęłam go z uśmiechem na twarzy> a zresztą nic ci do tego tatusiu
B: Oj tam ktoś się musi o ciebie troszczyć
W: I to akurat masz być ty? <podniosłam jedną brew>
B: Mhmmm <cwaniacki uśmiech> oczywiście, każda by chciała żebym się o nią troszczył w końcu...I'm fucking Bruno Mars sweetheart!
Na słowa Bruno od razu zaczęłam się śmiać i oczywiście wszystkim się to udzieliło.

***
Po skończeniu 'roboty' posiedziałam jeszcze z chłopakami w ich 'robocie'.
W naszym słowa znaczeniu robota oznacza: gadka szmatka, wygłupy, wymyślanie piosenek, czasami zdarza nam się też coś nagrać.
A tak na serio prawie zawsze poświęcamy się pracy, szczególnie Bruno, tylko, że dzisiaj nas strasznie nosiło, więc wszyscy postanowiliśmy iść do Bruna na małą "posiadówę".
Zamówiliśmy pizzę, chłopaki szybko skoczyli do sklepu po trochę trunków, a przywieźli tego całkiem sporo. Dołączyły do nas również dziewczyny w składzie: Presley, Urbana, Oliwia i panna Jessica (a tak nawiasem mówiąc nieźle się wystroiła). Gdy już wszystko było przygotowane w salonie, to ktoś dał pomysł żeby iść do ogródka, więc znowu trzeba było wszystko przenosić. Jak już każdy usiadł wygodnie, zaczęliśmy zajadać się pizzą. Nagle Pres wpadła na wspaniały pomysł aby zagrać w 'prawda czy wyzwanie', oczywiście wszyscy chętnie się zgodzili...a tak w duchu nienawidzę tej gry, zawszę albo mam przerąbane pytanie albo wyzwanie, ale zawsze można zwalić na winę alkoholu...
Pierwsza butelką zakręciła Pres z tego powodu, że to ona wpadła na ten genialny pomysł. Wypadło na Jessicę...będzie ciekawie-pomyślałam.
P: prawda czy wyzwanie?
J: Prawda
P: Okeeeeej hmmm...a więc na początek będzie łatwe pytanie, czy kiedykolwiek całowałaś się z dziewczyną?
J: Fuuuu nie! To obrzydliwe!
<do rozmowy dołączył się Bruno>
B: a ja uważam, że seksowne
<chłopaki zgodzili się z nim>
Ja oczywiście musiałam przerwać te ich rozmyślania, bo zauważyłam że Jessica zrobiła się jakaś zawstydzona? Jakoś szkoda mi się jej zrobiło...wiem, wiem nie powinno, no ale takim już jestem typem człowieka.
W: Chłopaki starczy, gramy dalej <powiedziałam biorąc następny łyk drinka>
Tym razem kręciła Jessica i wypadło na Bruna.
B: Wyzwanie <powiedział dumnie>
J: Dobrze skarbie, w takim razie ja zjem główkę czosnku, a potem musisz mnie namiętnie całować minimum przez 3min <uśmiechnęła się do mnie cwaniacko, a ja tylko wywróciłam oczami>
B: Łatwizna pfff
Trzeba przyznać cwana ta Jessica. Bruno wykonał swoje zadanie ale szczerze mówiąc odwróciłam wzrok gdy całował Jessicę, jakoś nie miałam ochoty się temu przyglądać.
Kolej Bruna tym razem padło na Phila, potem na Oliwię i tak się toczyło, dopóki butelką nie zakręciła Urbana i padło na mnie...tylko nie to- pomyślałam.
W: Ehhh, dobra dawaj to wyzwanie
U: Jesteś pewna? <uśmiechnęła się chytrze>
W: Ojj dobra dawaj <pokazałam jej język>
U: Okej, ja wysmaruję Bruna bitą śmietaną, a ty będziesz musiała to zjeść WSZYSTKO <spojrzała na Bruno> Bruno zgadzasz się?
B: Nooo jasne <powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha>
W: Pfff, też mi...pestka.
Pestka? Co ja wygaduje? Jessica mnie zabije FUCK, aż boję się spojrzeć w jej stronę ale w końcu nie ja wymyśliłam to zadanie, a w duszy z nią kurde.
Urbana wysmarowała Bruna bitą śmietaną na obu policzkach, obojczyku i brzuchu.
Wszyscy przyjaciele zaczęli skandować - Wiki, Wiki!- no to teraz niema odwrotu, trzeba działać.
Bruno położył się, a ja klęczałam obok niego. Zaczęłam przysuwać swoje usta do jego policzka, gdy muskałam go w policzek, natrafiłam na jego wzrok...patrzył jakoś tak inaczej, hmmm nie chyba mi się przewidziało. Gdy skończyłam z jego policzkami przeszłam do obojczyku, gdy musnęłam go poczułam że zadrżał, hmmm nie chyba mi się znowu coś pomyliło. Przyszedł czas na brzuch, delikatnie zlizałam wszystko, a na zakończenie teatralnie pocałowałam go w jego wyrzeźbiony brzuch. Odsunęłam się od niego i zabawa zaczęła kręcić się dalej, gdy Pres i Oliwia zaproponowały aby skoczyć do klubu potańczyć. Zgodziliśmy się i pognaliśmy do klubu, w środku był spory tłok ale nie mieliśmy problemu z wejściem. Na parkiecie potańczyłam z dziewczynami, chwilę z jakimś poznanym chłopakiem wiem tylko ze był dj'em i miał na imię James...a może Ryan? No dobra nie wiem, za dużo procentów w mojej głowie w tej chwili wirowało.
Trochę towarzystwa się wykruszyło, od Pres usłyszałam, że Bruno pokłócił się o coś z Jessicą i wyszła sama.
Z klubu zebraliśmy się ok.3, oczywiście nie wiem co mi wpadło do głowy ale chciałam wracać na pieszo. Poszli ze mną Pres i Bruno, byliśmy już niedaleko okolicy Bruna, nie wiem co mi strzeliło do głowy ale zdjęłam moje koturny i postanowiłam iść boso. Pres i Bruno zaczęli śmiać się z tego widoku, po drodze parę razy z ręki wypadły mi buty, aż w końcu Bruno mi je zabrał i je niósł.
Gdy byliśmy pod domem Bruna, on i Pres zaczęli o czymś gadać...ale nie pamiętam o czym, czy ja na prawdę aż tak się upiłam? Weszliśmy do środka i Bruno oznajmił, że śpimy dzisiaj u niego bo do domu nas w takim stanie nie puści.
Postanowiłam iść do łazienki zażyć zimnego prysznica i trochę się ogarnąć. Po drodze oświeciło mnie, że nie mam nic do spania.
W: Tsyy Bruniooo <zawołałam>
B: Hahaha słucham? <powiedział rozbawiony>
W: Niemam nic do szzpania < zrobiłam minę smutnego psiak>
Bruno poszedł do swojej sypialni i po chwili przyniósł mi jedną ze swoich koszulek.
W: Bruniooo nee za krótka?
B: Oj tam w sam raz będzie <uśmiechnął się cwaniacko>
Ruszyłam do łazienki, gdy nagle walnęłam w coś głową...
W: Ałaaa, kto tu ścianę postawił? <krzyknęłam oburzona>
Z dołu usłyszałam tylko śmiech Bruna i Pres.
Po skończonym prysznicu w koszulce Bruna zeszłam do salonu na dół, a Pres poszła do łazienki, zobaczyłam Bruna siedzącego na kanapie i się przysiadłam.
B: Lepiej ci?
W: Jutro będzie gorzej <odpowiedziałam> w ogóle miałam zderzenie czołowe
B: Wiem słyszeliśmy < i znowu zaczął się śmiać>
Gdy już się uspokoił spojrzałam na niego niepewnie.
W: ymmm gdzie ja mam spać?
B: U mnie
W: a ty?
B: u siebie
W: heee?
B: haha ale zrobiłaś minę, dobra nie chcesz ze mną spać to nie <powiedział z udawanym obrażeniem i odwrócił głowę>
W: Dobra
B: <odwrócił z powrotem głowę w moją stroną i powiedział zaskoczony> co? serio?
W: hahaha nie żartowałam! <pokazałam mu język> ja śpię z Pres w pokoju gościnnym
B: Ejjj, niema tak
Za nim się obejrzałam Bruno podniósł mnie, przerzucił sobie przez ramię i zaniósł mnie do swojej sypialni.

...................................................................................................
*Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam Jeżeli macie jakieś zastrzeżenia, piszcie śmiało * Miłeeeej niedzieli
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Jaaaaaaak się uśmiałam o boże xDDD heh czytam czytam śmiech czytam czytam śmiech hahah bardzo dobry odcinek co ja gadam GENIALNY ! :D
  • awatar Gość: Dawaj mi tu następny , boo umreee :)
  • awatar Gość: Czekam na nexta! Twoje opowiadanie wciąga! :) :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przypomnienie:
Zaczęłyśmy z Pres o czymś rozmawiać, gdy po chwili podeszła do nas Jessica i powiedziała:
- Wiktoria możemy pogadać? - spojrzałam na Pres, a potem w stronę chłopaków, Bruno akurat wygłupiał się z nimi. Potem niepewnie spojrzałam na Jessicę.
- Jasne - odparłam.

***

Usiadłyśmy nad brzegiem wody. Pustym wzrokiem gapiłam się na ocean, a Jessica oparła się na dłoniach i przyglądała mi się jakby z nienawiścią? pogardą?
Wreszcie nie wytrzymałam tej ciszy i spytałam, nie patrząc nawet w jej stronę:
W: O co chodzi Jessica?
J: Chcę z tobą porozmawiać...o Bruno <czekała na moją rekcję>
W: W takim razie słucham
J: Chciałabym abyś się od niego odwaliła.
W: Że jak? Kobieto my się tylko przyjaźnimy <powiedziałam zirytowana> Ogarnij się.
J: <prychnęła> Nie wierze ci, widziałam jak się przystawiasz do niego. Zapamiętaj sobie on należy do mnie! <wykrzyczała i odeszła z podniesioną głową>
Co...co za...grrr...co za baba!. Niema co świetna rozmowa, pomyślałam.
Siedziałam jeszcze chwilę przy brzegu i rozmyślałam. Ja rozumiem, że można być zazdrosnym i tak dalej, no ale bez przesady, wygłupialiśmy się tylko jak zawsze, a ona robi z tego aferę bynajmniej jakbyśmy się przespali. Żmija jedna popsuła mi humor. Wstałam i otrzepałam się z piasku, podeszłam do dziewczyn i powiedziałam, że nie najlepiej się czuję. Przyjaciółki namawiały mnie chwilę, żebym została jeszcze ale nie miałam już na to jakoś zbytniej ochoty.
Wolnym krokiem, ze słuchawkami w uszach szłam w stronę domu. Jakoś tak się stało, że w domu przysnęło mi się na kanapie, a ze snu wybudził mnie dźwięk mojego telefonu, zaspana odebrałam:
W: Halooo? <ziew>
S: Hej Wiktoria, z tej strony Sebastian
W: Eeee Sebastian?
S: Nie pamiętasz? Spotkaliśmy się ostatnio w Londynie, kawa, wspomnienia...
W: aaaa Sebastian! Przepraszam cię jakaś nieogarnięta dzisiaj jestem.
S: Nie szkodzi słońce, spotkamy się?
W: Tak, jasne, wyczaruje tylko odrzutowiec, w międzyczasie skocze do fryzjera, potem spa i za 5 sekund będę w NY <powiedziałam z sarkazmem>...zaraz, zaraz...no nie mów!...w LA jesteś?
S: Haha tak dokładnie słoneczko, to jak spotkamy się? Może za pół godzinki w kawiarni "Stella Cafe" mają tam całkiem niezłą kawę i dobry widok na ocean, co ty na to? Masz dla mnie czas?
W: Jasne, chętnie. Wiem gdzie to jest, to do zobaczenia.
S: Pa słoneczko.
Jeszcze lekko zaspana poszłam do łazienki uporządkować trochę swój wygląd.

Wysiadłam ze swojego samochodu i zmierzałam w stronę kawiarni, wchodząc do niej zauważyłam Sebastiana, który siedział przy stoliku z widokiem na ocean. Uśmiechnięta podeszłam do niego i przywitałam się.
Rozmawialiśmy i smialiśmi się z godzinę, jak nie dłużej, to świetny kumpel. Okazało się, że Sebastian przyjechał do LA na miesiąc, musi pozałatwiać tu jakieś sprawy służbowe.
Po pysznej kawie i szarlotce z lodami, odprowadził mnie do mojego samochodu.
S: Dzięki za spotkanie słońce, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy < mrugnął do mnie>
W: Jasne, koniecznie musimy to powtórzyć i dzięki za poprawę humoru.
S: Ależ do usług.
Pożegnaliśmy się i odjechałam, gdy wchodziłam do mieszkania zabrzęczała moja komórka z informacją, że dostałam sms, szybko go odczytałam.
"Dziękuje za wspaniałe popołudnie raz jeszcze Nie mogę się doczekać następnej randki. Seba "
Stałam chwilę osłupiała...on myślał, że to randka?!...upss...Będę musiała to z nim jak najszybciej wyjaśnić, wystukałam odpowiedź.
"Seba przyjedź jutro do mnie do studia, musimy koniecznie pogadać Wiki"

Następnego dnia w studio zaczęłam nagrywać nową piosenkę. W studio byli także Phil i Bruno, którzy mieli pracować po mnie ale wpadli 2godziny wcześniej. 2 godziny! pogięło ich ale za to ich właśnie uwielbiam. Z nimi zawsze mi raźniej. Oczywiście do studia wpadła Jessica, która gdy mnie zobaczyła, o mało co nie zabiła mnie wzrokiem. Ja nie zwracając na nią uwagi, siadłam na sofie koło Phila i zaczęłam pisać piosenkę z nim, lecz dzisiaj coś mi nie szło i naskrobałam tylko:
"You don't hold me
You wan't show me
Bur I'm stil in love with you
It's like a first time
I got you on my mind"
Philowi się spodobało, mi już tak nie bardzo, gdy my z Philem myśleliśmy nad dalszym ciągiem tekstu, Bruno rozmawiał z Jessicą po drugiej stronie pomieszczenia. Po 5 minutach w studio zjawił się Sebastian.
S: Hej, mówiłaś, że musimy pogadać
W: yyyy tak...chłopaki to jest Sebastian <zwróciłam się do przyjaciół i przedstawiłam ich sobie> dobra chodź na taras.
Nasza rozmowa nie kleiła się zbytnio ale w końcu przeszłam do sedna.
W: Seba, bo wiesz to spotkanie wczoraj...dla mnie to było czysto przyjacielskie, nie zrozum mnie źle jesteś świetnym facetem...ale nie dla mnie. Przepraszam.
S: Rozumiem, cieszę się że jesteś ze mną szczera przyjaciółko <powiedział smutnym głosem i przytulił mnie>
Gdy pożegnałam się z Sebastianem, wróciłam do studio i zauważyłam że Jessica gdzieś zniknęła. Gdy weszłam od razu dopadł mnie Bruno.
B: Ten typek...yyy <podrapał się po karku> kto to był?
W: yyyy kolega <szturchnęłam go z uśmiechem na twarzy> a zresztą nic ci do tego tatusiu
B: Oj tam ktoś się musi o ciebie troszczyć
W: I to akurat masz być ty? <podniosłam jedną brew>
B: Mhmmm <cwaniacki uśmiech> oczywiście, każda by chciała żebym się o nią troszczył w końcu...I'm fucking Bruno Mars sweetheart!
Na słowa Bruno od razu zaczęłam się śmiać i oczywiście wszystkim się to udzieliło.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Przypomnienie:
Zauważyłam, że pokój Zadeha był uchylony, stanęłam w progu i zobaczyłam tak słodki widok, że można by było cukrzycy dostać. Śpiący Zadeh w swoim łóżeczku i siedzący obok niego Bruno, który czytał mu bajki. Gdy mnie spostrzegł uśmiechnął się, a ja wyrwałam się ze swojego amoku. Zgasiliśmy światło w pokoju małego i cicho zamknęliśmy drzwi do jego pokoju. Staliśmy tak chwilę, stojąc niebezpiecznie blisko siebie.

***


Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, gdy w pewnej chwili zadzwonił telefon, Bruno jak gdyby tego nie zauważył, więc ledwo słyszalnym głosem szepnęłam do niego - Odbierz- i zeszłam na dól do reszty.
Gdy goście zaczęli się rozchodzić do domów, postanowiłam pomóc Urbanie w posprzątaniu tego bałaganu, dołączyła też do nas Presley, siostra Bruna. Podczas gdy z dziewczynami robiłyśmy porządki w kuchni, chłopacy uprzątnęli trochę ogród, a potem siedzieli i pili, jak zwykle głośno co chwile wybuchali śmiechem. Po chwili podeszła do mnie Presley:
- Hej co robisz?- wskazałam głową na okno. - aaaa ci jak zwykle - uśmiechnęła się.
- No właśnie - odwzajemniłam jej uśmiech. - a gdzie schowała się Urbana - dodałam.
- Poszła sprawdzić co u dzieci...tych mniejszych oczywiście, a coś ty taka zamyślona?
- Hmmm...co? aaa nie wiem, trochę zmęczona jestem po prostu - odrzekłam - podwieźć cię?
- Jasne, chętnie - powiedziała uśmiechnięta.
W czasie gdy weszłyśmy do ogrodu pożegnać się ze wszystkimi Bruno właśnie skończył rozmowę przez telefon i powiedział klaszcząc przy tym w dłonie:
- Jutro plaża! Kto się pisze?
Wszyscy chętnie się zgodzili, ja również w końcu nic lepszego nie mam jutro do roboty.
Wreszcie gdy pożegnałyśmy się ze wszystkimi, wsiadłyśmy z Pres do samochodu, włączyłyśmy głośno radio i się wygłupiałyśmy. Mieszkałyśmy niedaleko siebie, więc gdy podjechałam pod dom pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy do swoich domów.
Wpadłam do domu, rzuciłam się na kanapę i zadzwoniłam do mamy, odebrała po trzech sygnałach:
- Cześć mamuś - powiedziałam niepewnie - nie przeszkadzam?
- Wiktoria? ależ skąd kochanie, co u ciebie? opowiadaj, miałam do ciebie zadzwonić ale bałam się, że już śpisz i zamierzałam jutro.
- Nie jeszcze nie śpię. No, wiesz u mnie wszystko dobrze nic się nie zmieniło
- Zdrowa jesteś?
- Tak, a dlaczego pytasz?
- A bo jakoś tak mam przeczucie, córcia co ci leży na sercu, jakiś chłopak?
- Nie, mamo proszę cię, w moim życiu nikogo na razie niema - odrzekłam
- Dobrze, jak będziesz gotowa to mi powiesz
- Mamooo
- Okej, okej już nie będę kochanie, a co tam u twojego brata dalej są z Dorotą na wakacjach?
- Tak, wracają za tydzień, mamuś ja będę kończyć jestem trochę zmęczona, jutro pogadamy na Skype
- Dobrze córuś, kocham cię
- Ja ciebie też i ucałuj tatę
- Dobrze, dobranoc.
Rozmowa z mamą zawszę mnie uspokajała, może dlatego iż moja mama jest wiecznie uśmiechnięta i zawsze mi doradzi, chociaż wiadomo jak to mama ciekawska strasznie jest. Z moim ojcem są razem od ponad 25lat, podziwiam ich za to, są dla mnie wzorem i zawszę będą.
Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, chwilę jeszcze czytałam książkę ale dosyć szybko zasnęłam.
Przebudziłam się o 10, popatrzyłam na telefon "2 wiadomości", wzięłam telefon do ręki i odczytałam pierwszą
"Wpadne po ciebie o 12 i pójdziemy razem na plażę Buziaki Pres "
Druga wiadomość była zaś od mojego brata
" Hej młoda, co tam u ciebie? U nas słoneczko ładnie grzeję, robimy masę zdjęć także będzie co oglądać po powrocie Wracamy za tydzień, trzymaj się młoda"
Odpisał mu: " Myślałam, że zaginęliście w tej Hiszpanii U mnie wszystko dobrze, zaraz wybieram się na plażę, nie martw się daję sobie radę STARY Ucałuj Dorotę i bawcie się dobrze ".
Gdy już wygrzebałam się z łóżka, poszłam do łazienki wsiąść zimny prysznic, następnie przebrałam się czarne bikini, a na to zarzuciłam luźny top i dżinsowe spodenki. Usiadłam w kuchni, włączyłam radio i spokojnie jadłam musli, po jakiś 15minutach w moich drzwiach stała Presley:
- i jak gotowa? - zapytała.
- która godzina?
- 11.50, ej no nie żartuj zabieraj torbę i idziemy.
- Sekundka - odrzekłam i pobiegłam po torbę która leżała na fotelu w salonie, ze stolika zabrałam jeszcze okulary, które od razu zarzuciłam na nos - Gotowa - uśmiechnęłam się do Pres, a ona do mnie.
Na plaże doszłyśmy po jakiś 10 minutach. Gdy wreszcie odnalazłyśmy wzrokiem resztę podeszłyśmy do nich i się przywitałyśmy. Rozłożyłam swój ręcznik koło Urbany, a Pres tuż obok mnie. Po chwili podbiegł nas Bruno z drobną brunetką i powiedział:
- Hej Wiki, nie miałam was okazji poznać to jest Jessica - wskazał na brunetkę - Jessica to jest Wiktoria.
Przez sekundkę stałam jak wryta ale po chwili otrząsnęłam się i podałam jej rękę.
- Miło cię poznać - powiedziałam.
- Ciebie również - odrzekła
- A to jest moja siostra Pres- wskazał dłonią.
Gdy wreszcie odeszli do wody, walnęłam się na ręcznik, założyłam słuchawki na uszy i przymknęłam powieki. Słońce delikatnie prażyło moją skórę, którą wcześniej posmarowałam kremem z filtrem, leżałam tak chwile gdy nagle na brzuchu poczułam zimne krople wody. Wyjęłam jedną słuchawkę z ucha i otworzyłam oczy.
- Bruno, spadaj mi stąd zasłaniasz słońce, won do wody! - krzyczałam przez śmiech.
On wyszczerzył się szeroko i powiedział- bez ciebie? ani myślę- podniósł mnie z ręcznika przerzucił przez ramię i zaniósł do wody, a raczej wrzucił mnie do niej. Zaczęliśmy się chlapać wodą jak jakieś dzieci ciągle się śmiejąc, gdy już wyszliśmy z wody Jessica spojrzała na mnie, jakimś takim morderczym wzrokiem. Położyłam się z powrotem na swoje miejsce, a obok mnie zamiast Urbany położył się Bruno, po chwili po mojej drugiej stronie zjawiła się Pres z koktajlami w ręku, wzięłam od niej jeden i upiłam łyka, przeszył mnie przyjemny zimny chłód ale tylko na chwilę, kocham lato ale od tych upałów można już zwariować. Zaczęłyśmy z Pres o czymś rozmawiać, gdy po chwili podeszła do nas Jessica i powiedziała:
- Wiktoria możemy pogadać? - spojrzałam na Pres, a potem w stronę chłopaków, Bruno akurat wygłupiał się z nimi. Potem niepewnie spojrzałam na Jessicę.
- Jasne - odparłam.


....................................................................................................

*Udało się, mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dobranoc marsoholiczki *
 

 
Przypomnienie:
Siadłam na sofie w dużym holu i wyczekiwałam na taksówkę, po chwili przysiadł się do Phil:
- Hej, co jest młoda?
Spojrzałam na niego z ukosa - a co ma być?
- Przecież widzę, że co jest...
- Nic nie jest, wszystko okej - spojrzał na mnie wyczekując jak gdyby dalszej odpowiedzi - na prawdę, wszystko w porządku - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Mhmm, okej niech ci będzie...Wiki, bo ja chciałem cię zapytać, tylko się nie obraź ani nic...czy między tobą a Brunem coś jest?
- Tak
-Tak? - powtórzył zdziwiony
- Przyjaźń, tylko i wyłącznie - powiedziałam z powagą na twarzy i wstałam, bo akurat Oliwia zaczęła do nas wymachiwać i krzyczeć, że taksówki czekają.
Wszyscy wsiedliśmy do taksówek i pojechaliśmy na lotnisko. Na miejscu jednak czekała na nas niespodzianka, której nikt się nie spodziewał.

***


Lot zostałam opóźniony, na lotnisku spędziliśmy całe 2 godziny. Jednak po długim czekaniu siedzieliśmy nareszcie w samolocie.
Gdy dotarliśmy na miejsce każdy rozszedł się w swoją stronę. Bruno uparł się, że mnie odwiezie, więc zgodziłam się.
Podczas gdy ja szarpałam się z zamkiem w moich drzwiach, Bruno przyniósł ostatnie walizki z samochodu. Nagle na swojej tali poczułam czyjeś dłonie, odwróciłam się niepewnie.
- Eeeeee....Bruno? Co ty do cholery wyrabiasz? - on tylko uśmiechnął się niewinnie.
- Trzymam cię, bo tak się szarpiesz z tym zamkiem, że mam wrażenie, iż zaraz mi tu upadniesz.
- Iż? - podniosłam wysoko jedną brew.
- No co? - wzruszył ramionami.
- Nic, nic - zaczęłam dalej szarpać się z zamkiem, w końcu Bruno zabrał mi klucze i odsunął mnie na bok.
- Stój tam i patrz na mistrza- Bruno bez problemu otworzył drzwi.
- To chyba jakieś żarty! Jak ty...a zresztą nieważne - od razu po wejściu walnęłam się na kanapę w salonie.
Bruno postawił moje walizki w sypialni i zanim się spostrzegłam siedział już obok mnie.
- To ja już będę leciał, prześpij się trochę - uśmiechnął się delikatnie.
- Dobrze, dziękuje Bruno za wszystko - odwzajemniłam uśmiech i pożegnałam się z przyjacielem.
Obudziłam się dopiero następnego dnia. Spokojnie, bez pośpiechu w piżamie i przed telewizorem zjadłam sobie śniadanie, i tak się leniłam, aż wreszcie udałam się do łazienki w celu wzięcia długiej kąpieli. Dzisiaj szykowało się u Phila i Urbany barbecue, na które obiecałam że przyjdę. Ubrałam się więc w wygodne dżinsy, luźny top, moje ukochane trampki i ruszyłam w drogę, były małe korki więc dopiero po 30 minutach byłam na miejscu.
Gdy weszłam do ogródka przywitałam się serdecznie ze wszystkimi. Wszyscy świetnie się bawiliśmy, dużo śmiechu i jedzenia to zawsze udana impreza. Akurat rozmawiałam z Philem gdy od tyłu ktoś złapał mnie za nogę.
- Cioocaa Wiki!! - krzyczał roześmiany Zadeh.
Rozbawiona odwróciłam się do malucha, ukucnęłam koło niego, a on od razu przytulił się do mnie.
- Mały wie co dobre - mówił rozbawiony sytuacją Phil.
Po chwili spostrzegłam Bruno, który trzymał małą córkę Phila i Urbany na rękach. On też widział sytuację z Zadehem i teraz razem z Philem śmiali się, że mały ma gust do kobiet.
Po chwili zawołała mnie Urbana abym przyszła do kuchni, uwolniłam się od Zadeha, zostawiając go chłopakom i udałam się do przyjaciółki.
Urbana kroiła akurat jakieś warzywa, a ja usiadłam na blacie i chrupałam marchewkę którą przyjaciółka akurat pokroiła. Zaczęłyśmy plotkować o różnych rzeczach. Gdy po jakimś czasie w kuchni zjawili się chłopaki, a dokładnie Bruno i Phil, a z nimi mały słodki Zadeh który akurat coś konsumował. Phil podszedł do ukochanej i objął ją w pasie, dając jej delikatnego całusa w policzek.
- Szkrabie, a czy ty nie powinieneś już spać? - spytała Urbana.
- Ja? Skądże, nawet mi myśleć teraz o spaniu - odrzekł Phil.
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem - mówiłam do mojego mniejszego szkraba kochanie, choć Zadeh zaniesiemy twoją siostrę do łóżeczka, a potem ciebie - pocałowała Zadeha troskliwie w czoło.
- Ja chce isc z ciocca Wiki i wujek Bruno - powiedział mały.
- Ale złotko....
- Spokojnie Urbana mogę go położyć spać - odrzekłam schodząc z blatu i podałam rękę małemu.
- To może ja małą położe - powiedział Bruno.
- Na prawdę nie chcemy wam robić kłopotu. - powiedział Phil
- Ale to żaden kłopot - odrzekliśmy z Brunem równocześnie.
Rodzice maluchów zgodzili się i razem z Brunem udaliśmy się z nimi na górę, on wziął na ręce Zadeha i udawał samolot razem z nim, a ja wzięłam małą.
Postanowiliśmy z Brunem, że jednak ja położę małą bo już zasypiała w moich rękach, a on Zadeha, rozeszliśmy się z maluchami do ich pokoi.
Przebrałam małą w śpioszki i położyłam ją do jej różowego, przytulnego łóżeczka. Widziałam, że mała zaraz zaśnie, więc zaczęłam jej nucić kołysankę po polsku.
"Zaśnij, zaśnij, śpij maleńka,
Nocka wkłada czarne butki,
Idzie też szara godzina,
Będzie bajki przypominać,
Nocka niesie kosz z gwiazdami,
Porozpina je nad nami,
Cicho wszędzie, księżyc świeci,
Poszły spać już wszystkie dzieci...."
Gdy skończyłam mała już głęboko spała, poprawiłam jej kocyk i cichutko wyszłam z pokoju. Zauważyłam, że pokój Zadeha był uchylony, stanęłam w progu i zobaczyłam tak słodki widok, że można by było cukrzycy dostać. Śpiący Zadeh w swoim łóżeczku i siedzący obok niego Bruno, który czytał mu bajki. Gdy mnie spostrzegł uśmiechnął się, a ja wyrwałam się ze swojego amoku. Zgasiliśmy światło w pokoju małego i cicho zamknęliśmy drzwi do jego pokoju. Staliśmy tak chwilę, stojąc niebezpiecznie blisko siebie.


*Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam *
  • awatar Słodziak-z-niego: Świetne opowiadanie :P :P Dzięki, że dałaś o sobie znać i mogłam poczytać sobie i zabić sobotnią nudę :) :) Czekam na nast. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Przypomnienie:
- Mają rację, chyba musimy jakiś duet stworzyć, a tak w ogóle fantastyczny koncert, widzisz i miałem rację że będzie niezapomniany - przytulił mnie Bruno.
- a dziękuje, chce pan autografik? - wyszczerzyłam zęby i zaczęliśmy się śmiać.
- To co czas na imprezkę? - zapytał Phred.
Wszyscy zgodnie krzyknęliśmy - Tak!- i ruszyliśmy do klubu.

***
- Zatańczysz?
- Z tobą, zawsze Bruno.
Uśmiechnięci pognaliśmy na parkiet, wygłupiając się i tańcząc jak szaleni, a gdy puścili wolny kawałek po prostu przytuliliśmy się do siebie i kołysaliśmy się w rytm.
- Cieszę się, że mam takiego przyjaciela - powiedziałam do Bruna na ucho.
On się uśmiechnął i pocałował mnie delikatnie w czoło, potem położyłam głowę na jego ramieniu i tak przetańczyliśmy parę piosenek.
Gdy wracaliśmy do hotelu wszyscy byli padnięci, a ja to już chyba najbardziej. Bruno zobaczył, że oczy mi się już zamykają, więc postanowił mnie zanieść do pokoju.
- Bruno co ty wyprawiasz? - powiedziałam pół przytomna.
- Ciiiii, śpij - uśmiechnęłam się delikatnie do niego i jeszcze bardziej w niego wtuliłam, czułam się przy nim taka bezbronna jak małe dziecko, a zarazem tak cholernie bezpieczna. Przyznaje chwilami miałam takie myśli, że jest on dla mnie kimś więcej niż przyjacielem, lecz za każdym razem karciłam siebie za to w myślach.

Obudziły mnie pierwsze promienie słońca, wpadające do mojego pokoju, nakryłam twarz poduszką i próbowałam dalej spać. Nie udało się, zrezygnowana poszłam wziąść zimny, orzeźwiający prysznic.
Pomyślałam sobie, że i tak dzisiaj są wszyscy zajęci, więc postanowiłam wybrać się sama na małe zakupy. Dzwoniłam do Oliwii kilka razy jednak ona nie odbierała, postanowiłam że jednak wybiorę się sama.
Po dwu godzinnym maratonie po sklepach, postanowiłam coś zjeść i wybrałam się do pobliskiej knajpki, niedaleko hotelu. Usiadłam sobie wygodnie i zamówiłam spaghetti.
- Wiktoria? - odezwał się głos za mną. Obróciłam głowę i z niemałym szokiem wykrztusiłam:
- Sebastian. - wstałam i przytuliłam się do niego.
Sebastian to mój dobry, poznaliśmy się jeszcze w Polsce, lecz po jego wyjeździe do Londynu nasz kontakt się urwał.
- Mogę się przysiąść? - zapytał.
- Jasne siadaj - powiedziałam uśmiechnięta.
- Jak my się długo nie widzieliśmy? Ile to już minęło?
- 2lata.
- Cieszę się, że ciebie spotkałem, nic się nie zmieniłaś ciągle ta sama piękna Wiktoria - uśmiechnął się szeroko, ze znajomych właściwie tylko on mówił do mnie pełnym imieniem.
- Nadal w Londynie mieszkasz?
- Nie już nie, teraz przyjechałem odwiedzić siostrę, od jakiegoś czasu siędze w Nowym Yorku. a ciebie co tu sprowadza, bo chyba nie na stałe hmmm?
- Nie, nie...wiesz takie tam sprawy - powiedziałam lekko zmieszana.- teraz pomieszkuje w Los Angeles.
- O proszę, a to ci niespodzianka, żałuje że wcześniej się nie spotkaliśmy.
- Ja też.
Gadaliśmy tak bez przerwy ,poszliśmy na spacer, potem na kawę, aż wreszcie zauważyłam że zaczyna się ściemniać. Przerażona spojrzałam na zegarek.
- O matko już 18, zabiją mnie - powiedziałam spanikowana - przepraszam cię Sebastian, ja muszę lecieć.
- Jasne nie szkodzi, zdzwonimy się Wiktoria.
Pocałowałam go w policzek i szybko pobiegłam w stronę hotelu, gdy już wchodziłam do pokoju, a właściwie wbiegałam, niestety na moje nieszczęście nie zauważyłam walizki leżącej na środku pokoju i się wywróciłam. Pech chciał, że rozwaliłam sobie wargę, bo wpadłam na ostry kant łóżka.
- Niech to szlak!- szybko się pozbierałam, próbowałam jeszcze zamaskować tą wargę, lecz pozostało mi tylko nakleić plaster i tak też uczyniłam.
- Wiki szybciej, bo się spóźnimy na koncert- krzyczała Oliwia.
- Już idę!

Na koncerie bawiłam się świetnie, chłopaki dali z siebie wszystko, zresztą jak zawsze. Po skończonym koncercie przywitałyśmy się z chłopakami, gdy przyszła kolej na mnie i na Bruna, podeszłam bliżej podniosłam jedną brew i powiedziałam:
- Co już nie chcesz nawet przyjaciółki przytulić? - powiedziałam niby z wyrzutem.
- Kto ci to zrobił? - powiedział poważnym tonem i wskazał na moją wargę.
- Bruno...- nie zdążyłam nic powiedzieć bo wciął mi się w zdanie.
- Powiedz mi tylko kto Wiki!
- Ejjj Bruno spokojnie, przewróciłam się, w pokoju stała ta walizka, a ze mnie taka niezdara że oczywiście musiałam się o nią potknąć - przewróciłam oczami.
Bruno spojrzał na mnie, dotknął mojej wargi swoimi palcami, przytuliłam się do niego.
- Moja sierotka- uśmiechnął się ale ciągle wpatrywał się we mnie troskliwym wzrokiem.
Poczułam się trochę niezręcznie, bo wszyscy się na nas gapili, oderwałam się od Bruna i spojrzałam w jego oczy....OPANUJ SIĘ WIKTORIA TO JEST TWÓJ PRZYJACIEL...przywołał mnie do porządku mój rozum.

*Następnego dnia 6.00*
Po przebudzeniu od razu pognałam pod prysznic, samolot mieliśmy równo o 12, więc po spakowaniu walizek i zjedzeniu śniadania, poszłam na małe zakupy z Oliwią. Ona wyszła cała obładowana torbami, a ja kupiłam sobie tylko kapelusz, koszule i czarne płaskie 'rockowe' botki. Po udanych zakupach wróciłyśmy do hotelu i zapakowałyśmy nasze nowe ciuchy do walizek. Była już 11, więc postanowiłyśmy zejść już na dół z naszymi walizkami i tam poczekać na taksówkę, przy windzie spotkałyśmy Phila i Phreda którzy pomogli nam z walizkami.
- Co ja bym bez was zrobiła chłopaki - powiedziała Oliwia.
Siadłam na sofie w dużym holu i wyczekiwałam na taksówkę, po chwili przysiadł się do Phil:
- Hej, co jest młoda?
Spojrzałam na niego z ukosa - a co ma być?
- Przecież widzę, że co jest...
- Nic nie jest, wszystko okej - spojrzał na mnie wyczekując jak gdyby dalszej odpowiedzi - na prawdę, wszystko w porządku - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Mhmm, okej niech ci będzie...Wiki, bo ja chciałem cię zapytać, tylko się nie obraź ani nic...czy między tobą a Brunem coś jest?
- Tak
-Tak? - powtórzył zdziwiony
- Przyjaźń, tylko i wyłącznie - powiedziałam z powagą na twarzy i wstałam, bo akurat Oliwia zaczęła do nas wymachiwać i krzyczeć, że taksówki czekają.
Wszyscy wsiedliśmy do taksówek i pojechaliśmy na lotnisko. Na miejscu jednak czekała na nas niespodzianka, której nikt się nie spodziewał.
  • awatar Gość: Jeeeeej. Świetny blog! Dziękuje za komentarz. :) Ja postaram sie jak najczęściej tu wpadać. :D
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: zarąbisty odcinek !!!!!!!! Chce jeszcze!!!!!!!!!!:D
  • awatar Gość: Świetne :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Przypomnienie:

Bruno zasnął w samolocie, a że zbliżaliśmy się już do Londynu postanowiłam go obudzić. Usiadłam obok niego, na miejscu Phila i szepnęłam mu do ucha - Brunooooo- nic, żadnej reakcji. Pomyślałam dobra czas na radykalne środki, nachyliłam się nad nim i krzyknęłam najgłośniej jak umiałam - Bruno, spóźnisz się na koncert!- on momentalnie się przebudził i tak gwałtownie wstał, że poleciałam na niego i siedziałam mu teraz na kolanach.
- No ładnie, ładnie a pani autograf chce? - wyszczerzył zęby.
- Tak poproszę, na brzuszku - pokazałam mu język.

***


Wszyscy zameldowaliśmy się w hotelu, z Oliwią od razu padłyśmy na łóżka. Postanowiłyśmy urządzić sobie relaks przed jutrzejszym koncertem. Włączyłyśmy nasz ulubiony kawałek:
Nałożyłyśmy sobie maseczki, związałyśmy wysoko nasze włosy w koński ogon i zaczęłyśmy się wygłupiać, na początku skakałyśmy po łóżku jak małe bachory, potem usiadłyśmy na podłodze, zaczęłyśmy gadać i śmiać się co chwilę, rozrzucając przy tym połowę popcornu po naszym pokoju. Gdy nagle ktoś zapukał do naszych drzwi, w tym samym czasie obie krzyknęłyśmy:
- Kto tam?! - nikt nie odpowiadałam, więc z Oliwią postanowiłyśmy zagrać w papier, kamień i nożyce. Przegrałam i musiałam iść otworzyć. W drzwiach stał Bruno, momentalnie podniósł swój wzrok i krzyknął:
- Phil!!! Chodź tu szybko haha Phil! - mówił Bruno prawie tarzając się ze śmiechu, po chwili obok mnie stanęła Oliwia założyłyśmy sobie ręce na biodra i gapiłyśmy się na Bruna. Za sekundkę do Bruna dołączył Phil i Ryan, którzy też zaczęli się rechotać jak jakieś żaby, popatrzałyśmy z Oliwią na siebie i zamknęłyśmy im drzwi przed nosem.
- Oni z nas się śmiali? O co im chodzi? - Oliwia podniosła wysoką jedną brew.
- Maseczki - odpowiedział. Oliwia walnęłam się w czoło.
- Aaaaa zapomniałam! Kurde, teraz i rękę sobie ubrudziłam....Wiki otwórz drzwi od łazienki!! - obie wpadłyśmy w śmiech i poszłyśmy zmyć zaschnięte już maseczki.
Po chwili znowu ktoś zaczął pukać do drzwi, spojrzałyśmy na siebie z Oliwią i już wiedziałyśmy co robić.
- Ejjj dziewczyny, nie obrażajcie się na nas Wiki, Oliwia! - krzyczeli chłopaki.
Otworzyłyśmy drzwi i powiedziałyśmy jednocześnie - Teraz spotka was kara - i zaczęliśmy rzucać w nich poduszkami.
Tak stoczyła się wojna na poduszki, gdy wszyscy byli już wyczerpani, zrobiliśmy sobie drinki i zaczęliśmy gadać o mało istotnych sprawach, zanosząc się przy tym co chwile śmiechem.

Następnego dnia obudził mnie dźwięk budzika, wywlokłam się z łóżka i poszłam wsiąść prysznic. Gdy już w miarę doprowadziłam się do porządku postanowiłam zejść na śniadanie, Oliwia nadal smacznie spała, więc nie chciałam jej budzić i poszłam sama.

- Można? - zapytał ktoś przysiadając się do mnie w hotelowym bufecie.
- O hej Bruno, jasne siadaj, a co ty już nie spisz? - zapytałam spoglądając na niego.
- No tak jakoś spać nie mogę ale ty widzę masz to samo.
- Ja akurat musiałam, mam próbę za godzinę. - powiedziałam popijając herbatę.
On tylko spojrzał na mnie i pokazałam równy rząd swoich białych ząbków.- Już nie mogę się doczekać.
- Eeee tam nic ciekawego nie zobaczysz
- pffff proszę cie, nie żartuj tu mi kobieto już ja cie znam.
Z Brunem pogadaliśmy jeszcze trochę i wróciliśmy do siebie, za nim się spostrzegłam musiałam wychodzić na próbę, Oliwia upierała się, że nie wytrzyma do wieczora i pojechałyśmy razem.
Próba przebiegła w miarę dobrze, potem było trochę spraw organizacyjnych i mogłam już wrócić do hotelu trochę odpocząć przed koncertem.


*Godzina 20.00*

Wchodząc na scenę czułam stres jak zwykle ale nie zamierzałam stamtąd uciekać, wręcz przeciwnie chciałam być tam jak najszybciej, śpiewać i bawić się z nimi, podzielić się swoją cząstką mojego świata, tym co dla mnie jest ważne czyli .... muzyką. Światła zgasły zaczęły rozbrzmiewać pierwsze melodie, na scenę wchodziłam powoli, zaczęłam śpiewać, stanęłam i światła rozbłysły.
Gdy przyszedł czas na koniec koncertu, postanowiłam zaprezentować mojej widowni i przyjaciołom którzy stali za kulisami i wlepiali we mnie swe oczy, moją nowa piosenkę którą sama napisałam. Gdy zaczęłam śpiewać, momentalnie zaczęły do mnie wracać wspomnienia z Polski i z tego co się wydarzyło po moim wyjeździe z ojczyzny, łza mi poleciała. Zamknęłam oczy i zaczęłam dalej spokojnie śpiewać:

"Be my friend
Hold me, wrap me up
Unfold me
I am small
I'm needy
Warm me up
And breathe me

Ouch I have lost myself again
Lost myself and I am nowhere to be found,
Yeah I think that I might break
I've lost myself again and I feel unsafe"

Nie spodziewałam się, że to będzie taka wspaniała noc. Po koncercie wszyscy gratulowali mi udanego koncertu, to była moja najlepsza noc w Londynie jaką mogłam sobie wymarzyć, szczególnie że dostałam duży zastrzyk pozytywnej energii od publiczności.
- No, no Bruno twoja pozycja zaczyna być zagrożona- śmiał sie Phil
- Ha ha chłopaki proszę was - uśmiechnęłam się do nich.
- Mają rację, chyba musimy jakiś duet stworzyć, a tak w ogóle fantastyczny koncert, widzisz i miałem rację że będzie niezapomniany - przytulił mnie Bruno.
- a dziękuje, chce pan autografik? - wyszczerzyłam zęby i zaczęliśmy się śmiać.
- To co czas na imprezkę? - zapytał Phred.
Wszyscy zgodnie krzyknęliśmy - Tak!- i ruszyliśmy do klubu.


.....................................................................................................
Mam nadzieję, że nie wyszło takie tragiczne *Miłego wtorkowego wieczorku Wam życzę*
 

 
Przypomnienie:
- Więc czekamy z wielką niecierpliwością na twoje dalsze sukcesy i życzymy ci powodzenia, odpowiedz nam na jeszcze jedno pytanie jesteś singielką?
- Tak, obecnie z nikim się nie spotykam. - spojrzałam w stronę gdzie stał Bruno, on ciągle na mnie patrzał jak gdyby nieobecnym wzrokiem, po chwili nasze oczy się spotkały.

***

- Podwieźć cię do domu? - pyta Bruno po skończonym wywiadzie.
- Chętnie, skorzystam z twojej usługi - uśmiechnęłam się.
- Okej, to po drodze zajedziemy jeszcze do studia, muszę coś załatwić ok?
- Okej.
W drodze do studia nie rozmawialiśmy za dużo, ponieważ ciągle śpiewaliśmy to co akurat leciało w radiu, taka już chyba nasza natura.
Weszliśmy do studia, przywitaliśmy się ze wszystkimi, ja spokojnie rozsiadłam się na kanapie i patrzyłam na chłopaków. Chwile o czymś gadali, podszedł do mnie Phil i zapytał:
- Wiki, kiedy jedziesz do Londynu?
- ymmm...pojutrze, a co jest?
Do rozmowy dołączył się Bruno - W takim razie jedziemy wszyscy razem.
- Jak to? - zapytałam zdezorientowana.
Wszyscy się szeroko uśmiechnęli - Mamy tam koncert w sobotę - wyjaśnił Phred.
- No co wy? Nie nabieracie mnie? - po chwili rzuciłam się wszystkim na szyje - fantastycznie.
- Grupowy przytulasek!- krzyknął Bruno i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Nawet będziemy mieszkać w tym samym hotelu - powiedział Phil.
- O to będzie się działo - stwierdził Ryan.
Po wyjściu ze studia udaliśmy się z Brunem jeszcze po kawę na wynos do pobliskiej knajpki, uśmiech ciągle nie schodził mi z twarzy, chłopaki zrobili mi niezłą niespodziankę.
- Ciągle nie mogę w to uwierzyć - powiedziałam do Bruna w drodze do domu.
- To uwierz, ty, ja, oni wszyscy razem - powiedział uśmiechający się od ucha do ucha Bruno.
- Cieszę się, że lecę z wami - powiedziałam.
- Ja też się cieszę, że lecimy z tobą - odpowiedział.
Byliśmy już pod moim domem, Bruno odprowadził mnie do drzwi, spojrzałam na niego i czułam, że coś nie gra.
- Bruno może wejdziesz, pogadamy?
- Z tobą? Chętnie - uśmiechnął się blado.
Rozsiedliśmy się na mojej kanapie i zaczęliśmy gadać.
- Bruno mów co jest, widzę po tobie że coś nie gra.
- Łeee skąd ty znowu wiesz? jesteś jakąś czarownico-wróżką?
Szturchnęłam go w ramie.
- Ałł dobra, już dobra wszystko ci opowiem, muszę to w końcu z siebie wyrzucić. - westchnął głęboko, a ja ciągle na niego patrzyłam - więc tak zerwałem z Chanel i nie chodzi o to, że jest mi smutno z tego powodu czy mam wyrzuty sumienia, po prostu jest mi teraz tak jakoś lżej i trochę źle się z tym czuje, ponieważ kochałem ją kiedyś, a teraz? Żadnych uczuć nic, po prostu nic nie czuje.
- Bruno i tym się tak przejmujesz? Jeżeli uczucie wygasło nic na to nie poradzisz.
- Wiesz nawet próbowałem tej metody którą mi poleciłaś, zabrałem ją na kolacje przy zachodzie słońca itd.
Nie wiem czemu ale zrobiło mi się jakoś smutno na myśl o tym, że Bruno się tak starał dla dziewczyny...ale dlaczego smutno?
- Ziemia do Wiks - powiedział uśmiechnięty Bruno, machając mi ręką przed twarzą.
Siedzieliśmy jeszcze chwile i gadaliśmy, aż w końcu się ściemniło i Bruno musiał wyjść, pożegnaliśmy się i nagle poczułam, że już mi go brakuje - to tylko twój przyjaciel pamiętaj Wiktoria- powiedziałam do siebie.

*Czwartek*
Dzień wylotu do Londynu, samolot mieliśmy o 15, jak to ja oczywiście wczoraj cały dzień byłam zabiegana i nawet czasu się spakować nie miałam. Wstałam o 10, jeszcze w piżamie poszłam do kuchni, zrobiłam sobie płatki i siadłam przed telewizorem. Aż tu nagle wpadła do mojego domu Oliwia....a zapomniałam wam wspomnieć, że jedzie ze mną do Londynu, w końcu muszę jej wynagrodzić jakoś to, że ostatnio rzadko się spotykałyśmy, a obiecałam jej dosyć dawno że ją zabiorę, więc oto i jest ona w moim domu z wielką walizką....
- Hej Oliwia, a co ty tak wcześnie?
- Wcześnie? Kobieto jest 12! Czemu ty jeszcze w piżamie siedzisz?
- Już 12? Kurde, wiesz co ja idę pod prysznic i się szybko spakuję- powiedziałam wstając z kanapy.
- Jeszcze się nie spakowałaś? - powiedziała oburzona Oliwia- ehhh dobra idź, idź tylko szybko żebyśmy się na samolot nie spóźniły.
- Okej.
- No zmykaj już, ja w tym czasie zrobię kawę.
Akurat dzisiaj jakiś leń mnie dopadł, bo nic mi się nie chciało ale jakoś dodarłam pod prysznic, potem ogarnęłam włosy i tylko wytuszowałam rzęsy oraz nałożyłam błyszczyk. Gdy wychodziłam z łazienki spojrzałam na zegarek i była 13 - Kurde! - krzyknęłam.
Poleciałam do swojej sypialni, ubrałam na siebie zwykłe rurki i jakiś t-shirt z nadrukiem. Gdy już się ubrałam, zaczęłam swoje pakowanie...- okej spójrzmy jeszcze raz do torebki, paszport jest, bilety są....kurde! gdzie ja mam głowę! kosmetyczka! - biegałam jak opętana po domu.
Nagle Oliwia krzyczy z kuchni - Gotowa? Ja już prawie swoją kawę wypiłam kobieto szybciej!....Wiki jest 14!
- O kurde! - szybko zamknęłam walizkę, wyniosłam do korytarza, pobiegłam do kuchni wzięłam dwa łyki kawy i poleciałam ubrać moje trampki za kostkę. Oliwia już czekała na mnie gotowa - to co jedziemy? - pyta.
- Tak wychodzimy. Nie! Czekaj! Gdzie moje klucze?
Oliwia zaczęła się śmiać - oj Wiki, zobacz na blacie w kuchni, tylko szybko.
- Są! Okej, możemy jechać.

Na szczęście w drodze na lotnisko nie było wielkich korków i dotarłyśmy tam o 14.30 uffff, ledwo zdążyłyśmy, wszyscy już na nas czekali, przywitaliśmy się i poszliśmy na odprawę. Wszystko poszło całkiem sprawnie, zanim się obejrzałam wszyscy siedzieliśmy już w samolocie. Podczas lotu oczywiście nie obyło się bez wygłupów i śmiechów, więc podróż szybko nam minęła...w końcu w dobrym towarzystwie, czas szybko mija. Bruno zasnął w samolocie, a że zbliżaliśmy się już do Londynu postanowiłam go obudzić. Usiadłam obok niego, na miejscu Phila i szepnęłam mu do ucha - Brunooooo- nic, żadnej reakcji. Pomyślałam dobra czas na radykalne środki, nachyliłam się nad nim i krzyknęłam najgłośniej jak umiałam - Bruno, spóźnisz się na koncert!- on momentalnie się przebudził i tak gwałtownie wstał, że poleciałam na niego i siedziałam mu teraz na kolanach.
- No ładnie, ładnie a pani autograf chce? - wyszczerzył zęby.
- Tak poproszę, na brzuszku - pokazałam mu język.

....................................................................................................
 

 

Gdzie ja jestem? To była moja pierwsza myśl po przebudzeniu. Po chwili przypomniałam sobie wczorajszy wieczór jak rozmawialiśmy i śmialiśmy się z Brunem do późna przy winie, a ja ... chyba zasnęłam na kanapie, widocznie Bruno musiał mnie przenieść do swojej sypialni a sam spał na kanapie.
- Dzień dobry śpiąca królewno - powiedział uśmiechnięty Bruno gdy weszłam do kuchni- kawki? -zapytał.
- Nie, dziękuje muszę lecieć dzisiaj mam spotkanie z jakimś producentem...Bruno przepraszam cie za wczoraj.
- Oj przestań nie masz za co przepraszać, poza tym słodko wyglądałaś gdy usnęłaś - czy on powiedział słodko? - to może śniadanko chociaż?
- Nie, na prawdę będę zmykać i tak się zasiedziałam - przytuliliśmy się na pożegnanie i zbierałam się do wyjścia gdy Bruno zawołał:
- Wiki! Łap! - rzucił jabłkiem - nie puszcze cię bez niczego - puścił oczko i się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i wyszłam.

Spotkanie miałam o 11 ale zdążyłam jeszcze wstąpić do domu i się przebrać. Dojechałam do knajpki gdzie byłam umówiona i gdy weszłam od razu jakiś facet mnie zaczepił:
- Wiktorio, tutaj zapraszam - zawołał brunet w średnim wieku.
- Dzień dobry, Wiktoria - podałam mu rękę.
- William, witam cię chciałbym z tobą o czymś porozmawiać- uśmiechnął się tajemniczo
Upiłam łyk kawy którą William dla mnie zamówił - a dokładniej o czym?
- Chciałbym, a raczej chcielibyśmy wydać twój album
W tej chwili o mało się nie zakrztusiłam - Mój co?! - zrobiłam wielkie oczy.
William tylko się uśmiechał - Twój album, słyszeliśmy twoje demo które do nas wysłałaś i uważamy, że warto zacząć z tobą pracę, masz wielki potencjał i talent - powiedział.
Nadal nie mogłam w to uwierzyć - ale co ja mam powiedzieć?
- Powiedz tak - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Tak! tak! Oczywiście, że tak - powiedziałam z radością.
William podał mi swoją wizytówkę, obgadaliśmy jeszcze parę spraw jak to wszystko będzie wyglądać itd. Powiedział żebym jutro wstawiła się do studia, przedstawi mnie wszystkim i zaczniemy nagrywać. - To do zobaczenia Wiktorio.
- Do widzenia i dziękuje.

Potem pojechałam do centrum handlowego na małe zakupy. Byłam tak podekscytowana, że ciągle uśmiechałam się jak głupi do sera, nadal nie wierzyłam w to co się stało niecałe 2 godziny temu.

Gdy już siedziałam u siebie na tarasie i grałam trochę na gitarze, nie wytrzymałam musiałam zadzwonić do Bruna, chociaż chciałam powiedzieć mu to osobiście...nie wytrzymałam, wyszukałam Bruno w telefonie i wcisnęłam zieloną słuchawkę:
- Hej Wiki, jak tam poszło spotkanie?
- Bruno...- opowiedziałam mu cała historię jaka dzisiaj mi się zdarzyła, byłam tak szczęśliwa z tego powodu, że nie mogłam się opanować ciągle szeroko się uśmiechałam...
Bruno mi pogratulował, oczywiście na początku się ze mną drażnił, że on od początku wiedział, iż mi się uda, więc dla niego to nic nowego. Cieszył się razem ze mną i ustaliliśmy, że będzie trzeba niedługo to jakoś uczcić.

*Następnego dnia*

- Witamy cię Wiktorio, w naszym gronie mamy nadzieję, że nasza współpraca się ułoży- gdy William przedstawił mnie wszystkim i skończył mówić swój monolog, przeszliśmy do studio gdzie wszystko mi pokazano co i jak. Byłam tak podekscytowana, że od razu mogłam nagrywać, co dziwnie nie czułam żadnej tremy...moja radość chyba ją zagłuszyłam.

Ze studia wyszłam o 21, nagrywaliśmy moją autorską piosenkę która wszystkim się spodobała. Byłam wyczerpana tym dniem ale ciągle uśmiechnięta i tak jakby spełniona? Sama nie wiem jak to ująć, zaczęłam czuć, że moje marzenia zaczynają się spełniać.



*Tydzień później*
Cały tydzień siedziałam praktycznie od rana do wieczora w studiu i nagrywałam. Moja pierwsza piosenka poszła już w obieg. O tyle łatwo mi się tam pracowało, ponieważ wszyscy byli dla mnie mili i wspierali mnie, nikt nie wywierał na mnie presji....jeszcze. Dzisiaj miałam mieć swój pierwszy wywiad w radiu trochę się stresowałam, na szczęście Bruno przyszedł ze mną i mnie wspierał, więc raczej to był taki pozytywny stres. Padło pierwsze pytanie z ust drobnej brunetki, która siedziała na przeciwko mnie:
- Więc Wiktorio, twoja piosenka pnie się ciągle w górę, to jest twoja autorska piosenka, co cię zainspirowało do jej napisana?
- Było wiele czynników ale przede wszystkich, tak jak każdego artystę własne doświadczenia i to co się dzieję w otaczającym nas świecie.
- Chodzą plotki, że będziesz nagrywać teledysk to prawda?
- Hmmm sami się niedługo przekonacie czy to prawda - powiedziałam z uśmiechem.
- Więc czekamy z wielką niecierpliwością na twoje dalsze sukcesy i życzymy ci powodzenia, odpowiedz nam na jeszcze jedno pytanie jesteś singielką?
- Tak, obecnie z nikim się nie spotykam. - spojrzałam w stronę gdzie stał Bruno, on ciągle na mnie patrzał jak gdyby nieobecnym wzrokiem, po chwili nasze oczy się spotkały.
 

 

*Miesiąc później*

- I co jakie plany na przyszłość?
- Plany na przyszłość? - spojrzałam na Oliwię, która siedziała w mojej kuchni popijając kawę - zamierzam wsiąść gorącą i dłuuuugą kąpiel oto moje plany na przyszłość.
Przyjaciółka spojrzała na zegarek, a potem na mnie - Oj nie żartuj... wybacz mi kochana ale muszę już iść umówiłam się z Nickiem.
- Nadal się z nim spotykasz? a to niespodzianka, chyba twój najdłuższy związek - pokazałam żartobliwie język.
- Ha ha, może to ten jedyny kto wie - wywróciła oczami, zmierzała już do wyjścia ale zatrzymałam ją na chwile.
- Oliwia?- mówiłam ściszonym głosem.
- Tak?
- A tak serio nie mam jeszcze żadnych planów na przyszłość, nie wiem co zrobić ze sobą - powiedziałam smutnym głosem.
Oliwia na pożegnanie uściskała mnie - Wierze w ciebie - i wyszła.

Od jakiegoś czasu skończyłam pracę w studio. Cieszę się do tej pory, że skorzystałam z takiej szansy, ponieważ poznałam tam świetnych ludzi i dobrych przyjaciół. Kto by pomyślałam, że taka oto ja zwykła prosta dziewczyna zacznę się przyjaźnić z Bruno Marsem czy Bobbym.

Brałam właśnie kąpiel, leżałam beztrosko w wannie z wysoki upiętymi włosami w nieładzie, puściłam muzykę...aż tu nagle, zadzwonił telefon. Sięgnęłam z go z półki i odebrałam:
-Mów.
- Przeszkadzam?
- O hej Bruno, tak przeszkadzasz
- No trudno, to masz pecha a co robisz?
- Biorę kąpiel ale właśnie przerwałeś mój relaks.
- Wiki?
- No?
- Prześlij fotkę - i wybuch śmiechem, zresztą ja również.
- Spadówa Peter.
- Dobra, już dobra tylko nie bij!
- Zastanowię się....a co tam u ciebie?
- Właściwie wszystko po staremu, może wpadłabyś do mnie?
- Okej ale tak za godzinkę może być?
- Pasuje.
- To do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - odłożyłam komórkę i wróciłam do mojego relaksu.

Po jakieś godzinę siedziałam już w aucie i jechałam do Bruno. W radiu akurat leciała piosenka Bruna i Boba.
Całą drogę podśpiewywałam tą piosenkę, nawet gdy stałam już przed drzwiami Bruna chodziła mi po głowie.

- Hej piękna - przytulił mnie Bruno na powitanie.
- Cześć, śliczny, przystojny, nieziemski, cudowny chłopcze.
- Ahhh jakie piękne przywitanie, czy ja wyczułem sarkazm w twoim głosie ?
- Nie, no jakbym śmiała - uśmiechnęłam się.
- Wiedziałem w końcu to prawda jestem cudownym, najprzystojniejszym mężczyzną...
- Oj zamknij się już - pokazałam mu język.
Usiedliśmy na kanapie, obejrzeliśmy jakąś komedię, a w trakcie filmu oczywiście obrzucaliśmy się popcornem. Po filmie Bruno przyniósł mi kawy:
- No mów Peter co ci leży na wątrobie - zaczęłam
- Mi?
- Nie udawaj, przecież widzę że coś jest, oj mów mi tu zaraz- szturchnęłam go w ramie.
- Ałłł, to bolało jakaś ty agresywna ale dobra powiem ci, chodzi o......Chanel.
- A dokładniej?
- Bo wiesz sam nie wiem czemu ale między nami od pewnego czasu zaczyna się coś psuć, nie czuje tego co wcześniej - podrapał się po karku - sam nie wiem.
- Bruno ale uczucia tak od sobie nie gasną z dnia na dzień. Zaproś ją gdzieś w jakieś ciche miejsce, gdzie będziecie mieli czas tylko dla siebie, zobaczysz spodoba jej się - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak myślisz? - spojrzał mi w oczy.
- Tak Bruno, tak myślę. - odrzekłam i przytuliłam go.
Gdy się uściskaliśmy Bruno szepnął mi do ucha jeszcze krótkie - Dziękuje.- mimowolnie się do niego uśmiechnęłam.
Uznałam, że czas się zbierać sama nie wiem czemu ale byłam strasznie zmęczona a dochodziła dopiero 21.
- Bruno ja już pójdę bo zaraz usnę tu u ciebie, a wiesz jak mnie ciężko dobudzić.
- Oj tam...Wiki zostań - powiedziałam z pełną powagą na twarzy.
- Ale Bruno...- spojrzał na mnie tymi swoimi oczami i zrobił smutną minę-...dobra wygrałeś.


*Wybaczcie mi, że taki krótki ale jakoś dzisiaj mi się go ciężko pisało, mam nadzieję że nie wyszedł taki tragiczny i nudny*
 

 
***
Po jakimś czasie dotarłam na miejsce, jednak spóźniłam się ale na szczęście tylko 15min. Wysiadłam z samochodu i zmierzałam w stronę wejścia, do budynku w którym już za chwile albo wykorzystam swoją szansę, albo zmarnuję ją na zawsze...

***
Minął tydzień od kiedy zaczęłam swoją prace w studio. Pierwszy dzień okazał się być całkiem dobry, teraz po takim czasie trochę mi głupio, że tak się tremowałam. Śpiewam, owszem kocham to co robię....może nie do końca...ale w dużej mierze....ponieważ, śpiewam w chórku. Jak na razie tylko jednorazowo, zastępuje koleżankę mojego brata. Strasznie się cieszę z takiej szansy, chociaż wiem że to tylko chwilowe ale nie mogłam odrzucić takiej okazji. B.o.B. bo właśnie taki był pseudonim mojego tymczasowego "szefa" jest strasznie przyjacielską osobą, od razu złapaliśmy świetny kontakt i z tego powodu też łatwo mi się tam pracowało.

Dzisiaj jak zwykle siedzieliśmy w studiu, Bobby majstrował coś przy konsoli, a ja siedziałam na sofie i troszkę grałam na gitarze, zaczęłam podśpiewywać nieświadomie. Bobby odwrócił się do mnie, chwilę na mnie popatrzał i rzekł:
- Ej Wiki, muszę ci powiedzieć, że ty się nie nadajesz do chórku.- spojrzałam na niego i bałam się co zaraz mi powie, myślałam że aż tak źle nie śpiewam...a może jednak.
- Luuz mała, nie patrz na mnie takim wzrokiem, chodziło mi o to, że się marnujesz z takim głosem powinnaś być główną wokalistą- powiedział z wielkim uśmiechem.
- Proszę cię Bobby, ja i scena? W życiu, nie nadaje się, to już chyba nie dla mnie- odrzekłam.
- Aj tam, gadanie, więcej wiary w siebie mała - mrugnął do mnie.
Ja wyrwałam kartę z notesu, zwinęłam w kulkę i rzuciłam w niego. On udawał, że go zabolało i przetarł ramie - a to za co? - powiedział oburzony ale wiedziałam, że żartuje jak to on ma w zwyczaju.
-Nigdy nie mów do mnie mała - powiedziałam i wystawiłam język. Oboje zaczęliśmy się śmiać i po chwili ktoś zapukał.
Bobby tylko krzyknął poprzez śmiech - Wejść!.
Po sekundzie ujrzałam nie kogo innego jak Phila.
- Cześć wam zaraz przyjdzie Bru...-uciął w połowie zdania- a co tu tak wesoło?
- Bo ona mnie bije!- mówił śmiejąc się.
- Jaaa? Wcale niee! Tylko kartka mi wyleciała z ręki- odrzekłam
- Taaa jasne, tłumacz się ile chcesz, gdyby Phil nie wszedł to bym pewnie gitarą oberwał.- I znowu zaczęliśmy się śmiać a Phil razem z nami.

Bobby miał nagrywać duet z Bruno Marsem, z tego co mi było wiadomo piosenka nazywała się "Nothin' On You", nawet kiedyś zaśpiewał mi kiedyś kawałek, a raczej zarapował.

Po chwili do studia wszedł sam Bruno Mars, przywitał się z chłopakami. Po chwili podszedł do mnie uśmiechnął się i przedstawił:
- A ciebie to jeszcze nie znam, Bruno jestem, a tak na prawdę nazywam się Peter ale to już pewnie wiesz- uśmiechnął się szeroko. Szczerze mówiąc jakoś nie padłam z wrażenia na jego widok ale trzeba było przyznać miał nieziemski uśmiech i wydawało mi się już, że go skądś znam, oczywiście wiadomo że z telewizji itd ale miałam wrażenie, że skądś jeszcze.
Bruno nie puścił jeszcze mojej ręki, więc zaczęłam się zgrywać - O mój Boszzz....aaaaa!....Bruu...Bruno Mars!!....on mnie dotknął!...- zaczęłam piszczeć z wrażenia. Bruno zrobił wielkie oczy i widocznie się nabrał, bo zobaczyłam że zaczyna się trochę bać. Bobby i Philp nie przestawili się śmiać, po chwili Bobby powiedział- Nie mogę, nabrał się...hahaha....stary ona cie nabiera...hahaha.- Bruno spojrzał na mnie, ja tylko się uśmiechnęłam i wzruszyłam ramionami. Po chwili wszyscy się śmiali, a Bruno to już chyba najbardziej.
Po zakończeniu grupowej głupawki, chłopaki zaczęli pracować, uznałam że mogę iść do domu w końcu już nie jestem tu potrzebna i nie chce im przeszkadzać.
- Bobby ja się będę już lecieć, nie chciałabym wam przeszkadzać.
- Przestań Wiki nie przeszkadzasz.
Do rozmowy dołączył Bruno - Zostań, nie zostawiaj mnie z nimi samego - zrobił smutne oczka.
Uśmiechnęłam się tylko- Nie na prawdę, chłopaki ja zmykam, poza tym trochę zgłodniałam. - pożegnałam się z każdym i wyszłam.

*Następnego dnia*
Właśnie wróciłam ze studia i jestem padnięta B.o.B puścił mi kawałek jego piosenki z Brunem i jest na prawdę świetna, przez cały dzień nie mogłam wyrzucić z głowy tej melodii, szkoda że nie jest jeszcze dokończona.
Wieczorem zadzwonił do mnie Bobby z propozycją żebym wybrała się z jego paczką do klubu, postanowiłam, że pójdę a co mi tam i tak mam wolny wieczór. Postanowiłam zabrać ze sobą Oliwię, dawno nie byłyśmy razem na imprezie a to dobra okazja. Dochodziła 21 robiłam ostatnie poprawki, żeby wyglądać jak człowiek, tym razem postawiłam na pomarańczową dosyć krótką, a zarazem elegancką sukienkę. Po jakiś 30minutach zadzwoniła Oliwia, że czeka na dole, pojechałyśmy taksówką do klubu. Była spora kolejka ale Oliwia ma na to swoje sposoby, znała ochroniarza więc od razu nas wpuścił. Weszłyśmy do środka i w naszych od razu zabrzmiała muzyka.

Nie zważając na nic wypiłyśmy drinka i od razu pognałyśmy na parkiet. Na początku tańczyłyśmy spokojnie, po chwili zaczęło nam zupełnie odbijać i tańczyłyśmy jak szalone z wielkim uśmiechem na twarzy. Potem podszedł do mnie całkiem przystojny brunet, który zapytał się czy z nim zatańczę, zgodziłam się. Tańczyliśmy dosyć blisko siebie, po chwili wyczułam kogoś wzrok na sobie, spojrzałam w górę i zobaczyłam Bruna stojącego przy barierce, który popijał drinka. Patrzał na mnie jakby z zaciekawieniem, jakbym była jakimś kosmitą. Gdy skończyła się piosenka, poszłyśmy z Oliwią zamówić jeszcze po jednym drinku i wtedy spostrzegł nas Bobby, przywitał się z nami i zaprowadził nas do reszty. Przywitałyśmy się ze wszystkimi, a Oliwia jak tylko zobaczyła Bruno o mało nie zemdlała na jego widok, myślałam że pęknę ze śmiechu jak zobaczyłam jej reakcje zresztą Bruno chyba też. Dołączyłyśmy do wszystkich i zaczęliśmy gadać.
- Wiki słyszałem, że nieźle wywijałaś na parkiecie z jakimś gościem.- powiedział Philp.
- E tam zwykły taniec, z jakimś gościem.- odrzekłam
- Jak zawsze- Oliwia musiała dodać swoje dwa grosze.
- Chciałbym to zobaczyć, gdyby Bruno nam nie powiedział, nigdy bym nie pomyślał że ciebie taka łamaczka męskich serc- ciągnął Philp.
Spojrzałam na Bruno i chyba się trochę speszył, na twarzy chyba miałam wypisane wielkie wtf? Postanowiłam rozluźnić atmosferę - taaaa, widzisz Philp pozory mylą- mrugnęłam do niego ale tak na prawdę ciągle patrzyłam na Bruna, sama nie wiem dlaczego, może dlatego że bez przerwy się tak bosko uśmiechał?...Wiki o czym ty myślisz!

Po dobrej zabawie, wróciłam do domu o 4rano, dawno się tak nie wybawiłam. Przebrałam się szybko, położyłam i od razu odpłynęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Stwierdzam iż 1 odcinek zupełnie mi nie wyszedł postanowiłam go trochę zmienić, mam nadzieje, że wyszło lepiej *

***
Impreza minęła w całkiem miłej atmosferze, poznałam miłą dziewczynę o imieniu Amanda, która jak się okazała jest modelką i dziewczyną chyba jakiegoś muzyka z tego co zapamiętałam, a miałam w sobie troszkę %. Wygłupiałyśmy się, trochę pośmiałyśmy i oczywiście wlewałyśmy w siebie trochę alkoholu, lepiej też poznałam Urbanę, narzeczoną Phila, z którą od razu złapałam dobry kontakt. Nigdy bym się nie spodziewała, że to będzie taka udana impreza.

***

I tak oto właśnie zaczęła się moja przygoda w Los Angeles. Każdy powie zwykły normalny dzień, nie warty żadnej uwagi, jednak dla mnie to było coś więcej...

Poniedziałek, czerwiec. Dzień w którym znów dostałam swoją drugą szanse.
Wstałam o 6 rano, całą noc nie mogłam spać, a gdy już usypiałam po chwili się budziłam, aż wreszcie nałożyłam dres, założyłam słuchawki na uszy i postanowiłam iść pobiegać po plaży.
Było dosyć wcześnie, więc zdziwiłam się gdy ujrzałam na plaży jakiegoś chłopaka z gitarą, trzymającego w ręce jakiś notatnik i ołówek. Nie ukrywam przyglądałam mu się trochę...po chwili się ocknęłam i pomyślałam przecież to wolny kraj, każdy może robić co chce o tej godzinie i pobiegłam dalej. Kątem oka widziałam jeszcze, że chłopak też mnie spostrzegł...ale dla mnie liczyło się tylko aby wyładować swoje emocje poprzez bieganie. Czemu wyładować? Ponieważ bardzo się stresowałam dzisiejszym dniem, w końcu taka szansa jak dziś może się już więcej nie powtórzyć nigdy.
Wróciłam do domu, wzięłam prysznic ubrałam się i i związałam włosy w wysoki koński ogoń. Usiadłam przed telewizorem ale nie leciało nic ciekawego, zostawiłam na MTV i zobaczyłam, że leci piosenka "Grenade", pomyślałam "o matko znowu ten Bruno Mars". Przyznaje się bez bicia nie jestem jego fanką, przyznaję piosenki ma całkiem niezłe, głos też niczego sobie, a poza tym? Pewnie jest następną gwiazdką, która myśli że wszystko jej wolno i żadna kobieta mu nie ulegnie, z tych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk komórki.
- Halo?
- Piiiiiii!!!!- ktoś piszczał do słuchawki.
- Halo? Oliwia? Oliwia, nie drzyj się tak!
- Piiiii!...dobraaaa, przepraszam piiiiiiiiiiii!
- Oliwia do cholery oszaleje przez ciebie kiedyś, i stracę słuch, a wtedy kto będzie słuchał o twoich nowych podbojach miłosnych hmm?
- Okej, okej wygrałaś już nie będę ale dzisiaj mam....mam...- mówiła z ekscytacją w głosie.
- No mów co masz? Wyduś to siebie w końcu kobieto - mówiłam zniecierpliwiona.
- no mam...randkę! - słyszałam jak ledwo powstrzymała się od swojego pisku.
- I w związku z tym, dzwonisz do mnie ponieważ...?
- No właśnie, nie wiem co założyć...i tak pomyślałam, że może te czerwoną sukienkę na ramiączkach ale po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież to nie żaden bal kurde, więc może kurde jednak zwykłe dżinsy, tylko co jak się okaże, że on się odstawi a ja będę wyglądać jak sierota...-kontynuowała swój monolog, a ja po chwili jej przerwałam
- Powiedział ci gdzie cie zabiera? a w ogóle co to za facet?
- Powiedział, że to niespodzianka...piiii!...kurde przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, poznałam go w klubie on jest taki...po prostu, o matko...on jest nieziemski- mówiła rozmarzona.
- Dobra słuchaj,po pierwsze opanuj się kobieto - mówiłam chichocząc - po drugie załóż tą plisowaną spódnice, myślę, że będzie w sam raz.
- Hmmmm...Yes, yes!! co ja bym bez ciebie zrobiła, całą szafę wywróciłam do góry nogami, chyba zwariowałam
- Chyba tak- mówiłam i po chwili obie wybuchłyśmy śmiechem- Powodzenia na randce Oliwia
- Dzięki, buziaki....a Wiki tobie też życzę powodzenia i trzymam kciuki.
- Dziękuje, paaa- powiedziałam i rozłączyłam się.

Gdy spojrzałam na zegarek, była 10 - o matko jedyna jeszcze 2 godziny- zaczęłam powoli panikować ale wiedziałam co może mi pomóc się wyluzować.
Usiadłam na tarasie, wzięłam do ręki gitarę i zaczęłam grać, do głowy przyszły mi też jakieś słowa, więc je zapisałam.
"Cause there'll be no sunlight
if I lose you, baby
There'll be no clear skies
if I lose you, baby
Just like the clouds
My eyes will do the same if you walk away"

Przestałam grać i jak spojrzałam na zegarek o mało zawału nie dostałam, była 11.30. Pospiesznie przejrzałam się jeszcze w lustrze, włożyłam trampki o mało nie wywracając się...gdyby ktoś mnie teraz zobaczył miałby niezły ubaw...wzięłam do ręki kluczyki od samochodu i popędziłam do samochodu.
Jechałam sobie spokojnie ponieważ zostało mi jeszcze 15 minut, więc i tak będę przed czasem...co za rządzenie losu pomyślałam, przecież w domu o mało się nie zabiłam bo myślałam, że nie zdążę - uśmiechnęłam się do siebie. Jechałam sobie spokojnie, aż tu nagle samochód, który jechał obok niezwłocznie przyspieszył i zmienił pas ruchu na mój, niestety nie udało mi się do końca wyhamować. Zjechaliśmy na pobocze, myślałam, że gościa zatłukę na śmierć. Z samochodu wysiadł gościu w kapeluszu, groźnie na niego spojrzałam, a on podniósł tylko do góry ręce w obronnym geście z uśmiechem na twarzy....wyobrażacie sobie z uśmiechem! Normalnie zatłukę go pomyślałam i zaczęłam na niego krzyczeć.
- Czy pan jest ślepy do cholery? Kto panu dał prawo jazdy?! Myśli pan, że jak ma taki samochód to może wszystko?- prychnęłam.
On tylko na mnie spojrzał i się uśmiechnął jeszcze bardziej....dziwnie mi kogoś przypominał, po chwili powiedział- Przepraszam, wybacz mi, nie chciałem - powiedział z wyraźną już skruchą
- Dobra już dobra, załatwmy te formalności szybko, bo się spieszę - powiedziałam z irytująca.
Minęło z 10min i załatwiliśmy wszystko, podpisaliśmy itd. Potem on z uśmiechem się pożegnał i jeszcze raz przeprosił...a mi na usta nasuwało się tylko wykrzyczeć- wypchaj się!- ale oczywiście nie zrobiłam tego.

Po jakimś czasie dotarłam na miejsce, jednak spóźniłam się ale na szczęście tylko 15min. Wysiadłam z samochodu i zmierzałam w stronę wejścia, do budynku w którym już za chwile albo wykorzystam swoją szansę, albo zmarnuję ją na zawsze...
 

 
*Chciałabym się dowiedzieć od Was, czy chcecie abym pisała opowiadanie, napisałam wstęp. Jeżeli Wam się spodoba piszcie, dodam dalsza część...jeszcze dziś, jeżeli nie to cóż trudno, mogę jedynie ujawnić, że w moich opowiadaniach będzie Bruno Mars Mam nadzieję, że się wam spodoba, miłego czytania....to tylko kawałek*

Zacznijmy od początku, nazywam się Wiktoria, jednak większość mówi po prostu Wiki mam 22lata, prawie przez całe życie mieszkałam w Polsce, jednak nie uważam żeby było to coś czego mam się wstydzić. Wręcz przeciwnie uwielbiam nasz kraj, nasz język, obyczaje...ale...no właśnie jest jakieś ale...zawsze chciałam się wyrwać stamtąd, kocham ten kraj nie zrozumcie mnie źle ale po prostu nie widziałam tam dla siebie przyszłości. Miałam też szansę w swoim życiu aby zaistnieć na rynku muzycznym ale nie skorzystałam z tej szansy i chyba tego nie żałuje, choć niektórym może się to wydać śmieszne i myślą....co za idiotka....lecz wtedy nie byłam jeszcze na to gotowa.
Prawda jest taka, że nie dążę do sławy, dążę do tego co kocham, czyli bycia artystką. Nie zależy mi na sławie, nawet nie chce jej, tak wiem wydaje się wam to idiotyczne....mi chwilami też ale co zrobić chyba nie jestem całkiem normalna....na pewno.
I tak oto dostałam szanse od losu wyjechania do Los Angeles, miałam takie szczęście, że mieszka tam mój brat ze swoja narzeczoną, oraz moja przyjaciółka z lat szkolnych Oliwia, więc miałam wsparcie. Postanowiłam tam wyjechać i ułożyć sobie życie, spróbować swoich sił.

W LA mieszkam już od tygodnia, dużo pomógł mi brat jeśli chodzi o spełnianie moich marzeń, to on mi załatwił spotkanie z pewnym producentem. Zawsze drażniłam się z moim bratem, taka była nasza oznaka miłości siostrzano-braterskiej, zawsze się mną opiekował, za co mu dziękuje z całego serca.
Cały tydzień mieszkałam z Oliwią i stwierdzam, że nic się nie zmieniło od jej wyjazdu, dalej jest tą samą osoba na którą zawsze mogłam polegać, to przyjaciółka z którą mogę się śmiać i płakać. Sama się dziwie, że nasza przyjaźń tyle wytrzymała, w końcu znamy się od przedszkola.
Po wyprowadzce do nowego mieszkania w LA, zaczęłam układać ciuchy w mojej szafę i stwierdziłam, że przydało by się trochę odświeżenie mojej garderoby. Z tej racji, iż Oliwia była w pracy o tej porze, postanowiłam sama wybrać się na zakupy.
Czego potem bardzo pożałowałam, bo w sklepach ledwo szło przepchać się do kasy, trafiłam akurat na wyprzedaże....tak ja i moje szczęście w nie szczęściu. Jednak niema co żałować, w końcu kupiłam pare rzeczy po okazyjnej cenie.
Po jakiś dwóch godzinach chodzenia, moje nogi dawały pierwsze oznaki zmęczenia. Postanowiłam więc przysiąść w miłej kawiarni, z którego był widok na ulicę. Gdy tylko kelnerka odebrała moje zamówienie i przyniosła moją kawę, zadzwonił mój telefon. Zaczęłam szukać go w torebce i jak zwykle odebrałam w ostatniej chwili.
-Halo?
-cześć młoda!!- wykrzyczał z entuzjazmem do słuchawki Michał (mój brat).
- O co chodzi?
On tylko westchnął i powiedział, z udawanym smutkiem w glosie - Oj tam zaraz, o co chodzi chciałem z siostra pogadać, a co już nie można? - Czułam, że w tej chwili uśmiecha się chytrze....pomyślałam tylko, czego on może chcieć...
- No mów, co masz za sprawę, kochany braciszku - powiedziałam z sarkazmem.
- Co porabiasz?
- Jestem na zakupach, a o co chodzi? -mówiłam już zniecierpliwiona.
- Bo wiesz siostra dzisiaj jest taka impreza, którą robi mój dobry znajomy, zresztą poznałaś go... chyba jak byłaś na wakacjach u nas i wybieramy się tam z Dorotą....
- No i...?-ciągnęłam
- No i chodzi o to, że może poszłabyś z nami, poznałabyś wielu fajnych ludzi i w ogóle, to dobra okazja do skończenia z tym twoim wiecznym smutkiem
- Taaaa już nie przesadzaj...sama nie wiem...nie...nie wiem może...nie mam ochoty...- wymyślałam co rusz wymówki.
- Niema gadania, idziesz z nami, wpadniemy po ciebie o 19, zrozumiano?
Wiedziałam, że z nim nie wygram, zdarzyłam tylko westchnąć i Michał się rozłączył.
Przetarłam dłonią skronie i powiedziałam cicho - a co mi tam gorzej być nie może- nadal myślałam o moim byłym chłopaku, który zerwał ze mną, ponieważ nie chciał związku na odległość, a ja tak cholernie tęskniłam i ciągle zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam ale przecież to moje marzenie, gdyby na prawdę mnie kochał zrozumiałby. Przez tą myśl znowu w moim oku pojawiła się zła, szybko odgoniłam dawne wspomnienia od siebie, wyszłam z kawiarni i udałam się do swojego samochodu.

Gdy wchodziłam do domu znowu zadzwonił mój telefon, szybko wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam na wyświetlaczu napis mama:
-Tak, mamuś?
- Cześć córeczko, co tam u ciebie?- spytała mama z troską w głosie.
- Wszystko dobrze, wróciłam właśnie z zakupów...-zaczęłam opowiadać gdy nagle mama weszła mi w słowo.
- Dzwonił do ciebie Adam?- powiedziała mama
- Mamo, ten etap w moim życiu jest już skończony wiesz o tym- powiedziałam z lekka złością
- Przepraszam córeczko - powiedziała mama i zmieniła szybko temat - ...a już wszystko rozpakowałaś i zadomowiłaś się w nowym mieszkaniu? kontynuowała mama.
- Tak mamuś, z czasem jeszcze muszę dokupić kilka drobiazgów i będzie okej.
- To dobrze, cieszę się córeczko że jesteś szczęśliwa.
- Mamo ja będę kończyć, idę jeszcze pobiegać a potem Michał i Dorota zabierają mnie na jakąś imprezę - powiedziałam bez większego entuzjazmu
Mama się chwile zawahała i odrzekła z dziwną radością w głosie - Baw się dobrze, papa kocham cie i tęsknimy razem z tatą, a i nie zapomnij pozdrowić braty i Doroty.
- Dobrze mamo, też was kocham, pa - rozłączyłam się.

Po godzinie biegania wróciłam do domu, wzięłam szybki prysznic, ułożyłam włosy, włożyłam na siebie granatową sukienkę sięgającą do połowy ud. Wchodziłam właśnie do pokoju by ubrać kremowe szpilki gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, zeszłam szybko i otworzyłam.
- heeej siostra!!- krzyknął z wielkim entuzjazmem mój brat, a tuż obok pojawiła się Dorota (narzeczona mojego brata, również polka)
- hej wam!- przywitałam się z bratem oraz Dorotą.
- Wow jak ty nieziemsko wyglądasz laska!- powiedziała Dorota z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Proszę cie Dorota - odpowiedziałam śmiejąc się- Okej ubieram buty, zgarnę torebkę i możemy lecieć.
Po chwili wszyscy już byliśmy przed domem organizatora imprezy. Gdy pojawiliśmy się w drzwiach powitał nas dosyć dobrze zbudowany i uśmiechnięty Phil, przyjaciel mojego brata.
-hej stary co tam? Wpadajcie- powiedziałam, i dodał po chwili- o dawno cię nie widziałem Wiktoria dobrze cię widzieć, nie wiedziałem że jesteś w LA , zapraszam, wchodźcie - odrzekł witając się z każdym po kolei.
Impreza minęła w całkiem miłej atmosferze, poznałam miłą dziewczynę o imieniu Amanda, która jak się okazała jest modelką i dziewczyną chyba jakiegoś muzyka z tego co zapamiętałam, a miałam w sobie troszkę %. Wygłupiałyśmy się trochę pośmiałyśmy i oczywiście wlewałyśmy w siebie trochę alkoholu, lepiej też poznałam Urbanę, narzeczoną Phila, z którą od razu złapałam dobry kontakt. Nigdy bym się nie spodziewała, że to będzie taka udana impreza.

*Czekam na wasze opinie*
  • awatar Yuu Moriuchi (kiedyś Aiko)~: Fajnie, tylko nie zostawiłaś czegoś fajnego co będzie w przyszłości to takie napięcie, co powoduje zainteresowanie, ale pisz dalej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj zamówiłam torbę ze sklepu romwe.com
I nutka na dziś
  • awatar Gość: Hej mam propozycje ! ;D Za trzy komy na moim blogu dostaniesz zestaw ubrań ;p , W ostatnim wpisie u mnie masz przykład. Ale jak chcesz piszesz na jaką okazję, kolor ubrań , dodatków klimat i za 10 minut wysyłam ci gotowy zestaw, ;* zapraszam <3 a wg super blog ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj zobaczycie troszkę mojej biżuterii ale niedużą część
Miłego oraz słonecznego popołudnia Wam życzę
 

 
Chciałabym wam jeszcze pokazac moje dzisiejesze nabytki
Milego Słonecznego Poniedziałku !
 

 
Minely 52dni od ostatniego wpisu...czas nadrabiac zaleglosci
Mam nadzieje ze u Was jest lepsza pogoda niz u mnie, ja ciagle wypatruje tego slonca
 

 
Witam ponownie po 28 dniach mojej nieobecnosci.
Bylam ostatnio troche zajeta...obiecuje ze niedługo ;pp dodam fotki paru moich kosmetykow i napisze troche o nich czy polecam i takie tam. Milej nocy i poranka
 

 
Pare dni temu zakupiłam nokie n8...myślicie że to dobry wybór? Dla porównania wcześniej miałam nokie n97..
  • awatar Hićka: dodawaj coś nowego! :D
  • awatar Gość: Ja mam x6. Software mają bardzo podobny, spoko telefon, nie narzekam no ale Nokia to Nokia:)
  • awatar Hićka: mi obydwa modele przypały do gustu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem wielką fanką szpilek...oto jedne z moich ulubionych, które niedawno zakupiłam
Buty firmy "Zara" kosztowały 60funtów czyli ok.270zł
 

 
Ja + kofeina = >
 

 
Czarny sweterek z h&m